ŚDM / Maria Prochownik

 

Kilka dni temu, w samym środku cudownego czasu, jakim z całą pewnością są wakacje, miałam wielką przyjemność wziąć udział we wspaniałym wydarzeniu. Otóż, od 23 do 31 sierpnia w Krakowie odbywały się Światowe Dni Młodzieży. Impreza niezwykła, nie tylko ze względu na swoją globalność i specyfikę spotkań międzykulturowych, ale przede wszystkim na niespotykaną nigdzie indziej atmosferę. Tydzień... wydaje się niewiele, zwykle te siedem dni po prostu przecieka nam przez palce nie pozostawiwszy po sobie żadnego trwałego śladu. Jednak ten właśnie czas jest zupełnie inny, a może nie czas... to po prostu świat wokół nas na moment się zmienia.

 

Kraków na przestrzeni siedmiu dni stał się światowym centrum młodości w całej pełni znaczenia tego słowa. Miliony ludzi śpiewem, tańcem, oklaskami rozpoczęły budowanie wielkiego, wspaniałego mostu pojednania i braterstwa między narodami. Całe miasto tętniło życiem, zewsząd o każdej porze dnia i nocy dało się słyszeć powszechną radość, żywiołowość i szczęście. Z ludzi emanowała niesamowicie pozytywna energia; uśmiechy na twarzach, błyski w oczach, rozentuzjazmowane gesty. Wszystkim udzielała się chwytająca za serce atmosfera ogólnej przyjaźni i bezwarunkowej otwartości. Barwne flagi powiewające ponad głowami przestały symbolizować odmienność, a zaczęły jednoczyć młodych w świadomości patriotyzmu.

 

Codziennie odbywały się również wspólne spotkania poszczególnych krajów, jednoczące nas na Mszy Świętej i słuchaniu o Bożym Miłosierdziu. Wybitni kaznodzieje poruszali nasze serca pięknymi słowami i mocnymi przykładami. Na stadionie Cracovi, gdzie grupa Polska miała swoje katechezy niejednokrotnie można było dostrzec łzy w przejętych oczach. Księża usilnie rzeźbili w naszych sercach grunt, pod Bożą łaskę. Biskup Grzegorz Ryś w pierwszy dzień, wychodząc od trudnego fragmentu Starego Testamentu, w którym dusza człowieka woła do Boga, by ją pomścił, by zażądał krwi od jej oprawców, a Pan odpowiada jej, że jeszcze wiele niewinnej krwi musi zostać wylane; tłumaczył, że do Boga z ziemi nieustannie woła krew ludzi. Woła i oskarża. Wołają także ludzkie grzechy i również oskarżają. A Bóg słucha jęków każdej obolałej duszy, jednak milczy; milczy, bo jeszcze głośniej woła do Niego krew Jego Syna; krew, która błaga o usprawiedliwienie. I Dobry Ojciec okazuje miłosierdzie każdemu z nas, choć tak wiele grzechów woła o karę dla nas... woła o nią również szatan, jego jednak Bóg natychmiast ucisza. Jednym krótkim słowem: Milcz! kończy oskarżanie nas, bo krew Jezusa Chrystusa o to błaga z ziemi. Podczas trzygodzinnych katechez były momenty, gdy wśród 15 tysięcy zgromadzonych ludzi, na ogromnym stadionie panowała tak głęboka cisza, że można było usłyszeć bicie swojego serca.

 

Popołudnia upływały jednak na nowo pod znakiem wspaniałej zabawy, tańca i fantastycznego poczucia jedności z młodymi, od których na co dzień dzielą nas setki kilometrów. Codziennie, młodzież zbierała się na rynku, a przedstawiciele poszczególnych krajów wdrapywali się z flagami na pomnik Adama Mickiewicza i wspólnie wiwatowali, wykrzykiwali ogólnie znane frazy i śpiewali. Był to również czas zawiązywania nowych znajomości, przyjaźni, rozmowy z fantastycznymi, pozytywnie zakręconymi ludźmi. Wielu z nich przyleciało z bardzo daleka, by poczuć ten niezapomniany klimat, by dać świadectwo swojej wiary, by poczuć niesamowitą łączność z milionami młodych ludzi. Jednymi ze spotkanych przeze mnie osób było dwóch Kolumbijczyków: Alejandro i Juan.

 

Maria: Co najbardziej zapamiętałeś z wypowiedzi Ojca Świętego Franciszka?

 

Alejandro: Papież bardzo pięknie mówił, że nie możemy być leniwi, ale musimy nieść słowa Chrystusa do swoich krajów i tam angażować się w ciągły rozwój Kościoła.

 

Juan: Najbardziej przypadło mi do serca stwierdzenie, że musimy wpajać wszystkim młodym wiarę i przez to sprawiać, że Bóg żyje naprawdę w każdym kraju.

 

Maria: Co podobało Ci się na Światowych Dniach Młodzieży?

 

Alejandro i Juan: Nowi wartościowi ludzie.

 

Maria: Jakie są Wasze zainteresowania? Czym się zajmujecie w swoim kraju?

 

Alejandro: W przyszłym roku skończę inżynierię, a później w Argentynie, technik multimedii, łącznie 11 lat.

 

Juan: Przez cztery lata studiuje medycynę, chcę zostać neurochirurgiem. W wolnym czasie lubię grać w piłkę nożną, rysować oraz grać na gitarze.

 

Ważną częścią Światowych Dni Młodzieży były również spotkania z Ojcem Świętym Franciszkiem. Każde z nich było wielkim przeżyciem dla milionów spragnionych Boga serc. Papież mówił bardzo prosto, a jednak dobitnie, jego słowa w szczególny sposób zmuszały do refleksji, do skonfrontowania swojego życia z prawdą, w końcu: do stanięcia z sobą samym w prawdzie. Do zdefiniowania życiowej misji na nowo. Słowom Papieża nieustannie towarzyszyły brawa ludzi młodych, ale nie były to po prostu puste odgłosy; czuć w nich było determinację, chęć przemiany życia...

Szczególnym przeżyciem była droga krzyżowa z Ojcem Świętym. Całe Błonia milczały, wokół dawało się wyczuć atmosferę modlitwy, skupienia, na twarzach wszystkich malowało się zamyślenie. Krótkie teksty rozważań przywodziły bardzo wiele wspomnień, mimowolnie nakłaniały do refleksji nad trudnymi aspektami naszego życia. Każdej stacji towarzyszyła piękna inscenizacja. Aktorzy poprzez sztukę wyzwalali w nas uczucia; sprawiali, że jeszcze głębiej uzmysławialiśmy sobie, jak wiele Jezus zrobił dla i jak wiele wciąż chce dla nas robić.

 

Zwieńczeniem całego tygodnia pełnego wspaniałych przeżyć, emocji i przemyśleń było nocne czuwanie na Polu Miłosierdzia w Brzegach. Miliony młodych ludzi, wśród rozświetlających mrok, efemerycznych gwiazd trzymali się za ręce, śpiewali, modlili się przed Najświętszym Sakramentem. Niezwykle zapierającym dech w piersiach był moment, gdy wszyscy zapalili świece, unieśli je w górę i na całym Polu Miłosierdzia dał się słyszeć cichy, piękny śpiew... Brzegi na moment stały się tym skrawkiem świata, od którego naprawdę bił blask obecności Pana, bił blask jedności i pokoju. Rozlewało się na świat Boże Miłosierdzie!

 

Ostatnim punktem Światowych Dni Młodzieży była uroczysta Msza Święta Rozesłania, którą sprawował Ojciec Święty Franciszek.Po nocy pełnej skupienia, niedzielna Eucharystia rozbrzmiewała ze zdwojoną siłą, radością i mocą. Młodzi śpiewali, klaskali, skakali i cieszyli się wśród powiewających na wietrze różnobarwnych flag. Żar lał się z nieba, a jednak każdy miał w sercu niewyobrażalną radość, lekkość, szczęście z bycia we wspólnocie. Ojciec Święty z wielkim entuzjazmem mówił, że dla Jezusa nikt nie jest gorszy. Że On na każdego patrzy z miłością, z miłością tak wielką, jakiej my nawet nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Że dla Niego nie ma takiego upadku, z którego by nas nie podniósł. Że jesteśmy nieskończenie ważni i piękni.

Podbudowani budzącymi nadzieję słowami powróciliśmy do swoich miejsc zakwaterowań, by pod wieczór, napełnieni nowym zapałem szerzenia dobra w świecie, powrócić do swoich domów i rozpocząć drugą - trudniejszą część Światowych Dni Młodzieży- przemianę swojego środowiska w lepsze, szczęśliwsze, bardziej promieniujące miłosierdziem.

 

 

 

 

Free Joomla! templates by AgeThemes