Zaryzykuj! / Magdalena Łagosz

Trzy lata temu, kiedy kończyłam naukę w szkole podstawowej, musiałam podjąć decyzję dotyczącą wyboru gimnazjum, w którym będę się uczyć. Zaryzykowałam. Wybrałam szkołę Montessori.

Dużo moich znajomych pyta mnie, co to jest „to Montessori”, więc postanowiłam udzielić im w tym artykule wyczerpującej odpowiedzi.

Wszystko zaczęło się, parę dobrych lat temu w głowie Marii Montessori. Była ona pierwszą kobietą-lekarzem we Włoszech i założycielką przedszkola „Casa dei Bambini”.

W głównym pojęciu metody, jaką stworzyła Maria, ponieważ każde dziecko jest inne, powinno się rozwijać według posiadanych przez siebie umiejętności i możliwości. Pewnie powiecie, że to przecież nie możliwe, aby dziecko, bądź nastolatek sam zajął się sprawą swojej edukacji, ale mylicie się. To jest możliwe.

My, młodzi ludzie, lubimy pojęcie samodzielności. Chcemy mieć władzę nad swoim życiem. Dzięki metodzie Montessori możemy podjąć pierwsze kroki ku odpowiedzialnej przyszłości, poprzez zadbanie o swoją edukację. To my decydujemy, jakie horyzonty nauki chcemy poszerzać, a jakich po prostu się nauczyć, bo tego wymaga od nas dzisiejszy świat.

Każdy jest inny, ma swoje talenty, pasje, marzenia i historię. Każdy z nas powinien się kształtować z myślą o tym, że jesteśmy sami za siebie odpowiedzialni, ale także ze świadomością, że zawsze otrzymamy pomoc od dorosłego, który nad nami czuwa.

W szkole Montessori, my – uczniowie, traktujemy nauczycieli jak skarbnice wiedzy, bądź mentorów. Ta relacja uczeń – mistrz jest o tyle łatwiejsza w naszej społeczności, ponieważ nauczający tu ludzie (montessoriańscy nauczyciele), uczą z pasją.

Każdy nauczyciel poświęci ci uwagę, ponieważ zależy mu na twoim rozwoju. Rozwoju nie tylko intelektualnym, ale też tym, w kontekście twojej osoby, jako indywidualnej osobowości.

Człowiek jest dziełem sztuki, ponieważ każde działanie przez niego podjęte, każda decyzja jest sztuką. My w „Montessori” o tym wiemy i staramy się z każdego wykrzesać to, co jest dla tego kogoś najlepsze. Chcemy pomóc odkryć sens wszystkiego, poszerzyć spojrzenie na świat i wiele innych rzeczy, ponieważ zostaliśmy do tego powołani. Powinniśmy otworzyć się na drugiego człowieka. Myślę, że to właśnie chciała przekazać nam Maria Montessori, poprzez stworzenie swojej metody nauczania; że człowiek jest bezcenny, a każde działanie na jego rzecz wspomaga nie tylko jego, ale także nas samych.

Bo co byśmy osiągnęli bez drugiego człowieka? Każdy, kogo spotkamy na swojej drodze, będzie miał mniejszy, bądź większy wpływ na nasze życie. Nawet wróg może się przyczynić do twojego wzrostu, pomóc ci.

Najjaśniejszy przykład takiego wpływu mamy w Piśmie Świętym, w „Przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie”. W tym fragmencie Biblii powiedziane jest, że Samarytanin pomaga Żydowi. Jeden człowiek bezinteresownie pomaga drugiemu człowiekowi, po którym normalnie nie wypiłby nawet wody z tego samego kubka. To jest niesamowite!

Poprzez podjęcie, przez pierwszą osobę decyzji pomocy drugiej, oby dwie postacie tej przypowieści zyskują bardzo wiele. Spytacie pewnie: Co? Poznanie, wiedzę, że człowiek powinien być klasyfikowany jako jednostka, a nie jako grupa.

Myślę, że najważniejszą rzeczą, jakiej nauczyłam się w Katolickim Gimnazjum Montessori przez te trzy lata, jest spojrzenie na drugiego człowieka jako na istotę absolutnie wyjątkową, w pojęciu zarówno cielesnym, jak i duchowym.

Każde istnienie, nawet to najmniejsze jest ważne, ma swój cel i sens. Aby mu pomóc, wystarczy tylko podlać od czasu, do czasu wodą. Tylko tyle. Bo człowiek, owszem, potrzebuje pomocy drugiego człowieka, ale powinien mieć także prawo do własne decyzji, własnego wyboru.

W moim gimnazjum nikt nikogo nie ocenia. Nie ma jak, ponieważ nie mamy ocen. Zamiast nich są postawy, za pomocą których oceniasz swoje zaangażowanie przy wykonywaniu zadania, jak i końcowy efekt danej pracy.

Możesz w ogóle nie podjąć wyzwania i wtedy otrzymujesz „N, czyli postawę, która stwierdza, że nic nie zrobiłeś, nawet nie otworzyłeś książki. Następnie możesz stwierdzić, że samo przeczytanie informacji lub wysłuchanie nauczyciela ci wystarcza, więc dajesz sobie „J”. Na tych którzy wykonają odpowiednie ćwiczenia, ale popełnią w nich błędy, czeka „Z”.

By móc sobie przyznać dwie kolejne postawy, trzeba się troszkę więcej napracować. Jeśli chciałbyś mieć „S”, musisz zrobić dane zadanie solidnie, bezbłędnie, zaś gdy mierzysz naprawdę wysoko, to przy większym nakładzie pracy i wplecenie czegoś od ciebie, otrzymasz, całkowicie zasłużenie „W”.

Zadania, o których wspomniałam powyżej, wykonujemy na „pracy własnej”. Jest to czas około dwóch godzin, podczas których sami się uczymy języka polskiego, chemii, biologii, geografii, fizyki i matematyki. Sami możemy wybrać, z jakiego przedmiotu chcemy pogłębiać swoją wiedzę, ale musimy także pamiętać o innych dziedzinach, aby nie pozostać w tyle.

Z własnego doświadczenia wiem, że roboty jest bardzo dużo. Dzieje się tak, między innymi przez panią od biologii i chemii, która wzięła sobie za cel maksymalne poszerzenie naszej wiedzy z tych dwóch przedmiotów. Pan od matematyki też dzielnie walczy o moją klasę, a mój wychowawca, pan od polskiego cieszy się z każdej oddanej aktywności (tak inaczej nazywamy ćwiczenia i zadania).

Żebyście widzieli, jak nauczyciele ścigają się pod koniec trymestru (mamy trzy trymestry, zamiast dwóch semestrów)! Wygrywa ten, u którego pierwszego wszyscy uczniowie zaliczą przedmiot, czyli ustalą swoją postawę wobec wszystkich zadań. Nasi mentorzy ganiają jak szaleni po korytarzach krzycząc:

- Mi zostały tylko trzy osoby!

- Hahaha, doganiam cię, bo mi pięć!

- A ja mam już wszystkich!

- Jak to zrobiłaś?!

 

Od czasu do czasu, moja szkoła zamienia się w uniwersytet. Dzieje się tak w środy rano, kiedy to na pierwszą lekcję, w tym przypadku wspólną dla wszystkich klas przychodzi ktoś z zewnątrz. Podczas godzinnego wykładu, opowiada on o sobie, swojej pasji lub pracy. Spotkałam już paru historyków, dwóch lekarzy, w tym jednego chirurga, biochemika, filozofa, ekonoma, zakonnika, trenera szybkiego czytania, oraz mnemotechnik i wielu, wielu innych, ciekawych ludzi.

Mogę wam śmiało powiedzieć, że przez ostatnie dwa lata przeszłam szkolenie do zawodu sprzątaczki (śmiech). Otóż, uczniowie i nauczyciele stwierdzili, że sami będziemy zarabiać na szkolne wycieczki. W wyniku naszej pracy, w tamtym roku pojechaliśmy na tydzień do Bułgarii, a w tym zamierzamy zawitać do Włoch.

 

Uważam, że dokonałam perfekcyjnego wyboru, wiążąc się na trzy lata z metodą Montessori. Teraz umiem sama się uczyć, mogę prezentować projekty i mówić do ogółu w każdej chwili i bez żadnego stresu. Coraz szybciej czytam, dzięki treningowi szybkiego czytania i mam niezłą pamięć. Wiem, co chcę robić w życiu i nie boję się przyszłości.

Dobrze, że podjęłam ryzyko, bo czym bez niego byłoby życie? Niczym.

Free Joomla! templates by AgeThemes