Kilka słów o wycieczce. / Ada Krupińska

 Londyn - metropolia licząca ponad 8,4 miliona mieszkańców, przyciągająca rocznie około 30 milionów turystów. Miasto, które śmiało można określić mianem europejskiego Nowego Yorku.

Jako, że niedawno dane było mi ponownie odwiedzić Wielką Brytanię i wciąż pozostaję pod wrażeniem owej wycieczki (z trudem powracam do swej codziennej rutyny i szkolnego życia), uznałam że warto opowiedzieć o niej nieco więcej - podzielić się wrażeniami nie tylko z najbliższymi.

Nasza podróż rozpoczęła się w sobotę 16. kwietnia. Wyruszyliśmy autokarem w pełni świadomi, że droga nie będzie ona należała do najkrótszych. Lecz chyba każdego z nas pocieszała myśl o tym, co ujrzymy po przekroczeniu kanału La Manche. Dla niektórych była to pierwsza wizyta w Wielkiej Brytanii, dla mnie - kolejna, ale mimo wszystko wciąż towarzyszył mi zachwyt - od pierwszych chwil.

Pierwszym punktem w jakim zatrzymaliśmy się na dłużej były Białe Klify w Dover. By przekonać się o ich pięknie nie wystarczą jedynie zdjęcia, nie wystarczy nawet niesamowity widok z promu płynącego do angielskiego portu. Należy przejść się po nich w spokoju, skupieniu i pełnym poszanowaniu dla natury. Zorganizować większą ilość czasu, odciąć się od wszelkiej elektroniki i Internetu, znaleźć wolne miejsce i doceniać w jakich niesamowitych okolicznościach przyrody się znaleźliśmy. Można rzec, że wapiennie klify były podziwiane od zawsze. Pisał już o nich grecki podróżnik i geograf - Pyteasz z Masalii, żyjący około 350 r. p. n. e.! Co ciekawe słynnym klifom Wyspy Brytyjskie zawdzięczają swoją dawną nazwę - Albion.

Po tej zapierającej dech w piersiach wizycie, udaliśmy się już prosto do naszego miejsca zakwaterowania - miasteczka Margate, 

położonego w hrabstwie Kent tuż nad brzegiem Morza Północnego. Co ciekawe - miasto nazwane jest "poczekalnią Pana Boga" ze względu na popularność wśród osób starszych, które osiadają tam na stałe. Dalsza część dnia upłynęła na odpoczynku, choć nie można powiedzieć, że spędziliśmy ten czas jedyn

ie w pokojach. Po upływie dwóch godzin od przyjazdu, udaliśmy się na spacer do centrum miasta, gdzie   w grupach rozwiązywaliśmy rozmaite zadania dotyczące Margate. W międzyczasie zdążyłam również odbyć spacer po plaży, a wieczorem zobaczyć piękny zachód słońca sprawiającego wrażenie, jakby nurkowało w morskiej otchłani.

W poniedziałek, dość wczesnym rankiem udaliśmy się do Londynu. Mieliśmy do pokonania ponad sto kilometrów, lecz każda z naszych podróży mijała całkiem szybko ze względu na perspektywy zwiedzania tego niesamowitego miasta. Z autokaru wysiedliśmy po przeciwnej stronie London Eye - największego na świecie koła widokowego, wybudowanego z okazji nowego tysiąclecia.  Po krótkiej sesji zdjęciowej udaliśmy się w okolice miejsca symbolizującego Londyn na całym świecie, czyli wieży zegarowej Big Ben. Z tej okolicy mogliśmy również przyjrzeć się opactwu Westminster Abbey, czyli najważniejszej, obok katedry w Canterbury i katedry św. Pawła w londyńskim City, świątyni anglikańskiej. Miejsca tego nie trzeba chyba przybliżać bardziej choćby ze względu na tak zwany ślub stulecia w 2011. Mam na myśli oczywiście ślub Kate Middleton z księciem William'em, który odbył się właśnie w tym miejscu. Gotycka budowla to również miejsce pochówku wielu wybitnych osób, takich jak choćby William Szekspir, William Blake czy Isaac Newton. Nie można również zapomnieć o opactwie, jako o miejscu koronacji królów i królowych Anglii - między innymi Elżbiety II w 1953r.  W naszej dalszej podróży po pocztówkowej części miasta, przeszliśmy przez St. James Park, przy okazji natknęliśmy się na przemarsz strażników przez ulice (podczas zmiany warty), aż wreszcie dotarliśmy do majestatycznego Pałacu Buckingham. Co ciekawe, budowla z początku wcale nie była przeznaczona do pełnienia funkcji rezydencji brytyjskich monarchów. Z początku miał być to jedynie letni dom pewnego mężczyzny. Z czasem jednak był coraz bardziej rozbudowywany. Obecnie znajduje się tam sześćset komnat, w tym dziewiętnaście reprezentacyjnych, ponad siedemdziesiąt łazienek i prawie dwieście sypialni. Od 24 lat pałac można za opłatą zwiedzić - w miesiącach wakacyjnych, kiedy królowa nie znajduje się w środku. Podczas naszej wizyty królowej niestety w domu nie zastaliśmy.

Kolejnym naszym przystankiem była Downing Street - słynna ulica, odchodząca od Whitehall, pilnie strzeżona i niedostępna dla turystów, na której od ponad 200 lat swoje rezydencje posiadają najważniejsze osobistości życia politycznego Wielkiej Brytanii. Pod słynnym numerem 10 znaleźć można gabinet premiera - obecnie Davida Camerona, skąd wydaje on oficjalne komunikaty dla mediów. Z tego punktu niedaleko mieliśmy już do Horse Guards, a następnie do National Gallery przy placu Trafalgar. Galeria sztuki w Londynie, położona w północnej części Trafalgar Square, prezentuje zbiory malarstwa z lat 1250-1900. Posiada szczególnie dużą kolekcję brytyjskich impresjonistów i kilkanaście dzieł Vincenta van Gogha. Jest to galeria państwowa, udostępniona bezpłatnie (oprócz wystaw tymczasowych). Mieści w sobie kolekcję 2300 dzieł malarstwa, głównie zachodnioeuropejskiego. Miejsce potrafi na zwiedzającym wywrzeć wielkie wrażenie. Bez względu na to, czy jest się miłośnikiem sztuki, czy jest ona dla kogoś obojętna - śmiało mogę przyznać, że każdy to miejsce docenia. Bogactwo zbiorów, przyjemny dla oka sposób ekspozycji i porządek wyjątkowo potęgują pozytywne wrażenia.

By przyjrzeć się dokładnie każdemu z dzieł, należy spędzić w galerii długie godziny, może nawet tygodnie, miesiące.. Niecałe dwie godziny przeznaczone nam na zwiedzanie to zdecydowanie za mało. W tym czasie jednak zdążyłam odnaleźć najbardziej interesujące mnie dzieła, a wśród nich "Ostatnią drogę Temeraire'a" autorstwa William'a Turner'a. Sam plac Trafalgar uznawany jest za serce centralnego Londynu, powstał na miejscu dawnych stajni królewskich. Stanowi miejsce spotkań, zgromadzeń politycznych i sylwestrowych oraz różnych happeningów. Wokół placu swoje siedziby mają ambasady.

Dość nową dla mnie atrakcją była dzielnica Soho, a w niej China Town - londyńska kolebka kultury chińskiej, miasto w mieście. Znaleźć tam można najlepsze restauracje roznoszące niesamowite zapachy kuchni orientalnej, architekturę charakterystyczną dla Chin, supermarkety i targ, na którym kupimy dość egzotyczne owoce i warzywa. Zaraz po przekroczeniu bramy przy Gerrard Street, można przenieść się w świat zupełnie odmiennej kultury, kolorowy i pachnący Azją.

Po China Town znaleźliśmy się na Picadilly Circus. Najbardziej znane londyńskie skrzyżowanie, a zarazem plac, na którym znajduje się fontanna z figurką Erosa - miejsce tętniące życiem, punkt towarzyskich spotkań rodowitych mieszkańców i nie tylko. Picadilly Circus według mnie śmiało można porównać do znajdującego się w Nowym Yorku Times Square. Tutaj tak samo znajdują rozpoznawane na całym świecie telebimy, świetlne reklamy firm jak na przykład Sanyo, McDonald's czy Coca-Cola (które najlepiej oglądać po zmroku). W pobliżu znajduje się także Trocadero - centrum rozrywki, w którego skład wchodzą kina, restauracje, sklepy oraz salony gier i kasyna. Picadilly Circus to również część West Endu - mojej ulubionej dzielnicy, obfitującej w teatry i kina. Leicester Square - serce londyńskiego świata filmu, miejsce światowych premier filmowych (Harry Potter, Shrek, Alicja w Krainie Czarów) w których moim marzeniem wciąż pozostaje wziąć udział, by na żywo zobaczyć aktorów, których podziwiam.

Po tak intensywnym dniu, zmęczeni lecz bardzo usatysfakcjonowani ruszyliśmy z powrotem do Margate.

Wtorkowy dzień rozpoczęliśmy od wizyty w muzeum figur woskowych Madame Tussauds. W obiekcie tym znajdują się figury znanych ludzi z rozmaitych dziedzin życia. Zakładam, że bardzo wielu z nas chciałoby w swoim życiu spotkać ulubioną sławną postać - ze świata muzyki, filmu, polityki czy sportu. Madame Tussauds daje nam właśnie taką okazję - i choć figurom brakuje do postaci realnych, są one ich doskonałym odwzorowaniem. Po długich sesjach zdjęciowych czeka nas jeszcze kilka atrakcji - dom strachów, przejazd taksówką-kolejką połączony z poznaniem historii Wielkiej Brytanii przedstawionej w bardzo atrakcyjny sposób oraz film 4D o superbohaterach Marvela ratujących Londyn przed siłami zła.

 

Przejeżdżaliśmy przez dzielnicę Notting Hill, dla kinomanów znaną ze słynnego filmu romantycznego z Hugh Grant'em i Julią Roberts w rolach

głównych i Portobello Road. Dzielnica słynie z urokliwych, kolorowych domów. Obecnie - w przeciwieństwie do dawniejszych czasów, jest zamieszkiwana przez zamożnych artystów, stanowi dość modne miejsce.

Kolejnymi miejscami, z których stolica słynie są Science Muzeum i Natural History Museum.

Kolekcja Muzeum Historii Naturalnej liczy ponad 70 milionów eksponatów, a całość dzieli się na 5 głównych działów: botanika, entomologia, mineralogia, paleontologia i zoologia. Dużą popularnością cieszy się symulowane trzesięnie Ziemi, którego mogą doświadczyć zwiedzający oraz galeria dinozaurów, gdzie znajduje się ryczący, ruchomy dinozaur-robot. W głównym holu znajduje się odlew szkieletu diplodoka. W muzeum tym można wielu eksponatów dotknąć, spróbować, wykonać różne symulacje       i eksperymenty, a całość jest głównie przeznaczona dla młodszych, choć starsi też mogą się wiele nauczyć. Znajduje się tam m.in. kolekcja ryb. płazów, gadów, ptaków i ssaków w różnych stadiach ewolucji. Na samym szczycie galerii znajduje się plaster wycięty z pnia sekwoi o średnicy 6 metrów. Wstęp do muzeum jest bezpłatny, jednak niektóre wystawy bywają biletowane. W środku znajdują się również skrzynki na datki od turystów, które również są źródłem finansów potrzebnych na utrzymanie budynku i znajdujących się w nim eksponatów.

Muzeum Nauki w Londynie - prezentowane zbiory obejmują eksponaty z różnych dziedzin nauki i techniki, przy czym uporządkowane są 

przeważnie zgodnie z zasadą obrazowania rozwoju historycznego tych dziedzin. W zbiorach znajdują się m.in. zespoły eksponatów związane z działalnością brytyjskich wynalazców, np. Jamesa Watta (pionierskie maszyny parowe, wyposażenie pracowni), George'a Stephensona (słynny parowóz Rakieta), Johna Bairda (prototypowe odbiorniki telewizyjne). Science Museum wiele uwagi poświęca działalności oświatowej: organizuje liczne odczyty, przygotowuje publikacje adresowane do różnych pod względem stopnia wykształcenia odbiorców. Jako pierwsze na świecie zorganizowało specjalny dział ekspozycji przeznaczonych dla dzieci pod nazwą Children Gallery, gdzie w formie zabawy młodociani zwiedzający zdobywają wiedzę o otaczającym ich świecie, a zwłaszcza prawach fizyki. Poza tym prezentowanych jest wiele ekspozycji, które mają zachęcić do odwiedzenia muzeum. Można tam między innymi zobaczyć, jak będzie się wyglądało za 30 lat, polecieć w wirtualną podróż na Marsa, zmienić płeć, zobaczyć jak działają na skórę nowoczesne kosmetyki. Muzeum dysponuje ciekawą, interaktywną ekspozycją. Wstęp do muzeum jest darmowy.

Hyde Park – jeden z kilku królewskich parków w Londynie, położony na obszarze 390 akrów. Podzielony na dwie części przez jezioro Serpentine. W samym parku istotną rolę odgrywa Speakers Corners - forum dla swobodnego wypowiadania swoich przekonań, oczywiście z wyjątkiem obrażania rodziny królewskiej. Przemówienia odbywają się tam głównie w niedzielę, a przemawiali tam m.in. Karol Marks i Włodzimierz Lenin. W samym parku odbyły się koncerty, takich zespołów jak: The Rolling Stones, Queen, Depeche Mode, Bon Jovi czy Madonny. W okolicach skweru znajduje się Marble Arch. Niegdyś była to oryginalna brama Pałacu Buckingham. Okazała się jednak za wąska dla królewskiej karety i przeniesiono ją w obecne miejsce.

Środa rozpoczęła się od wizyty w angielskiej szkole Chislehurst and Sidcup Grammar School. Miałam okazję uczestniczyć w zajęciach literatury, gdzie uczniowie omawiali swoją lekturę - Frankensteina. Na geografii zaś mowa była powodziach w różnych częściach świata. Później udaliśmy się już w stronę dzielnicy Greenwich, tam do kolejnego królewskiego parku, przeszliśmy obok obserwatorium na którego terenie przebiega południk 0.  Znajdowaliśmy się na wzgórzu, dzięki czemu rozpościerała się przed nami panorama sporej części Londynu. Nastęnie udaliśmy się do Muzeum Marynarki Wojennej, gdzie zostaliśmy na nieco dłuższy czas. Zawiera ono największą na świecie kolekcję przedmiotów związanych z historią Wielkiej Brytanii na morzu (w sumie ponad dwa miliony okazów), w tym dzieła malarstwa marynistycznego, tak brytyjskiego, jak i holenderskiego z XVII wieku, historyczne mapy, manuskrypty, plany i modele dawnych statków i okrętów, instrumenty nawigacyjne i naukowe oraz przyrządy astronomiczne (prezentowane w obserwatorium). Zawiera też kolekcję portretów osób tak  ważnych dla historii brytyjskiej marynarki, jak np. Horatio Nelson czy James Cook.

Czwartek, czyli właściwie dzień naszego pożegnania ze stolicą był tak samo obfity we wrażenia, jak dni poprzednie. Rozpoczęliśmy od twierdzy Tower, która w swojej historii pełniła rozmaite funkcje - fortecy, więzienia, pałacu.. To tam więziona była Anne Boleyn, a nawet Elżbieta I. Istnieje również legenda mówiąca o tym, że dopóki w wieżach Tower będą żyły kruki, tak długo będzie istniało imperium brytyjskie. W przeciwnym wypadku - upadnie. Dziś znajdują się tam między innymi królewskie klejnoty, korony, zbroje rycerskie, oryginały wielu portretów oraz listy i księgi pochodzące         z różnych okresów historii. Co ciekawe, twierdza wciąż pozostaje zamieszkana.

Obok wspomnianego zabytku znajduje się słynny Tower Bridge - kolejna pocztówkowa atrakcja Londynu. Z tego miejsca, mała część grupy (w tym ja) udała się do Camden Town, podczas gdy reszta grupy ruszyła zwiedzać British Museum.

Camden to szalone, kolorowe miejsce z wielobarwnym bazarem, gdzie można spróbować kuchni z całego świata albo kupić naprawdę alternatywne stroje. Tak naprawdę można tam kupić wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Do ścisłego centrum wróciłam metrem, następnie spędziłam czas w Hyde Parku, a ostatecznie nastał niestety czas pożegnania z piękną stolicą. Zaś w piątek - zaraz po wykwaterowaniu ruszyliśmy do Canterbury, gdzie spędziliśmy około trzy godziny. Potem już zaczęła się droga powrotna.

Wycieczkę pod względem atrakcji, samego pobytu w Anglii mogę uznać za udaną, zwłaszcza z racji tego, że nie przytrafiło się podczas niej nic przykrego (a obawiał się tego chyba każdy, kto z uwagą ogląda codziennie wiadomości i śledzi najnowsze informacje o działaniu ISIS). Mam za to pewne zastrzeżenia do organizacji projektu przez Europejskie Centrum Młodzieży, w tym do naszego miejsca zakwaterowania - obskurnego hotelu, posiłków, małej ilości czasu wolnego, kart zadań w większości zwiedzanych obiektów - odejmujące radość z samego zwiedzania, dezorganizacji opiekunów oraz omijania praktycznie wszelkich płatnych zabytków (z moich obliczeń wynika, że ze 100 funtów wpłaconych na rozmaite wejścia, nie została wydana na nie nawet połowa..). Tutaj należy się im za to wielki minus, lecz pomijając to - jestem bardzo zadowolona i zwiedzanie Wielkiej Brytanii polecam każdemu!

Free Joomla! templates by AgeThemes