” Czerwona królowa ” – Recenzja książki o pięknej okładce! / Justyna Luszyńska

 

Po zakupieniu „Czerwonej królowej” byłam dumna jak paw. Każdy kto widzi tę okładkę, musi przyznać, iż jest naprawdę niezwykła. Do tej pory spotykałam się raczej z pochlebnymi opiniami na jej temat, aż tu nagle, chwilę przed rozpoczęciem lektury natrafiłam na recenzję, której tytuł nie pozostawiał złudzeń: „Dlaczego nienawidzę „Czerwonej królowej”?” Tak, przyznaję, że go obejrzałam i od tamtej chwili podchodziłam do niej z lekką rezerwą, lecz nie pozwoliłam sobie na uprzedzenia! Przecież każdy z nas ma inny gust. Dlatego teraz poświęcę chwilę na spostrzeżenia, które towarzyszyły mi podczas czytania jej.
Jest to książka fantastyczna, bohaterowie posługują się mocami, które moim skromnym zdaniem, są zdumiewające. Świat dzieli się na dwie grupy ludzi – Srebrnych, którzy posiadają moce i Czerwonych, którzy są zwyczajni, jak ja i Ty, Drogi Czytelniku. Główna bohaterka to zwyczajna dziewczyna, pochodząca z klasy robotniczej, która przez zwykłe zrządzenie losu ląduje wśród arystokracji. Mało tego, posiada takie same moce jak oni, chociaż jej krew wyklucza taką możliwość, jako że jest zwyczajnie…  czerwona, a przecież tylko srebrna oznacza bycie wyjątkowym. Dziewczyna musi ukrywać się w murach zamku, udawać Srebrną i przyglądać się powstaniom, które organizowane są przez grupę czerwonych „terrorystów”, którzy robią, co mogą, by przejąć władzę. Staje przed wyborem. Grać dalej, by uratować rodzinę czy przyłączyć się do Szkarłatnej Armii jako szpieg i ryzykować nie tylko swoje życie, ale też życie swoich najbliższych?
Pierwszą kwestią, którą chciałabym poruszyć jej zarzut, jakoby „Czerwona królowa” była kopią „Igrzysk śmierci” czy „Niezgodnej”. Mogę się zgodzić na pewne podobieństwo, gdyż faktycznie bogaci kontra biedni, jak to było w „Igrzyskach śmierci”, faktycznie rebelia i faktycznie obalamy rząd. Mimo to powiedziałabym, iż podobny motyw jest już tak oklepany i występuje nie tylko w tych trzech przypadkach, dlatego nie uderzyło mnie to aż tak bardzo. Moim zdaniem również, więcej wspólnego mają ze sobą „Igrzyska śmierci” oraz „Niezgodna”. „Czerwona królowa” porusza podobne zagadnienia, lecz autorka wykorzystała tutaj nieco inny sposób, inny podział społeczeństwa, a i również główna bohaterka zdecydowanie różni się od Katniss czy Tris. To działa na plus tej pozycji.
Jednakże, nie zapominajmy o minusach. I tutaj, ogromny, paskudnie wielki minus za wątek „miłosny”. Wszyscy już przyzwyczailiśmy się do miłosnych trójkątów, przymykamy na nie oko, czasem są do zniesienia, ale tutaj… Pierwszy raz miałam do czynienia z miłosnym czworokątem. A biedna bohaterka już nie wiedziała czy bardziej ją odurza zapach tego, tamtego, czy jeszcze innego. Nie wiedziała za kim ma stanąć. Nie wiedziała, kto ma się nią opiekować i który z nich ma dla niej poświęcić życie. Jeżeli chodzi o ten wątek, przez cały czas miałam wymalowany na twarzy grymas oznaczający zniesmaczenie i niedowierzanie. Nie podobało mi się to i przyznam, iż głównie ta drobna rzecz powstrzymuje mnie przed sięgnięciem po tom drugi.
Muszę stwierdzić, iż byłam zaabsorbowana światem stworzonym przez autorkę, a jednak chwilami miałam wrażenie, iż chociaż cały czas coś niby się działo, to tak naprawdę nie działo się nic. Nie czułam tej potrzeby, aby przerzucać jedną kartkę za drugą w celu dowiedzenia się, co za moment się wydarzy. Co więcej, pod koniec dopadł mnie kryzys i jakoś nie mogłam przebrnąć przez marne dziesięć stron, choć właśnie wtedy miał miejsce moment kulminacyjny.
Pomimo tych minusów, które opisałam wyżej, nie mogę powiedzieć, że książka mi się nie podobała. Początkowo wciągnęła mnie maksymalnie, spodobała mi się fabułę, spodobał mi się pomysł autorki i bohaterowie, których stworzyła. Byłam pod wrażeniem tej odrobiny magii, która prawdziwie mnie fascynowała. Kiedy jednak już weszłam w ten świat, poznałam go, nic już mnie nie zaskakiwało. Uważam, iż można było wykrzesać z tego odrobinę więcej, lecz wciąż pozostaje we mnie wrażenie, które mówi „Nie było tak źle”, a nie potrafię uzasadnić skąd się bierze. Być może stąd, iż przed „kryzysem”, książkę czytało mi się dość przyjemnie, bohaterka mnie nie irytowała, a wręcz momentami wydawała się sympatyczna. Wkrótce sięgnę po tom drugi i choć słyszałam, że nie jest tak dobry, jak pierwszy, liczę na to, że mnie nie zawiedzie. Z czystym sumieniem dam tej książce siedem punktów na dziesięć za ciekawe umiejętności bohaterów, gdyż to one zrobiły na mnie najlepsze wrażenie.

Tytuł: Czerwona królowa

Autor: Victoria Aveyard

Tłumaczenie: Adriana Sokołowska – Ostapko

Wydawnictwo: Moondrive

Liczba stron: 483

 

Więcej recenzji na mojej stronie, na którą serdecznie zapraszam! :3 http://ajednak.eu/

Free Joomla! templates by AgeThemes