Trochę teatru, czyli Piotruś Pan w nowej odsłonie

Musical "Piotruś Pan" był po raz pierwszy wystawiony w 2000 roku. Liberetto przygotował wtedy Jeremi Przybora, zaś muzykę Janusz Stokłosa. Reżyserem od początku był Janusz Józefowicz. Dlaczego piszę "od początku"? Ponieważ przedstawienie zostało wznowione i można je oglądać ponownie, chociaż z inną kadrą aktorską. W nowszej wersji tytułowego Piotrusia gra Piotr Zamudio, a w rolę Wendy wcieliła się Julia Totoszko, oboje znani z programu TVN "Mali Giganci". Nie wiem, ile się zmieniło w scenariuszu musicalu od 2000roku, ponieważ poprzedniej wersji nie miałam okazji zobaczyć, natomiast sporo mogę powiedzieć o tym, co dzieje się na scenie teraz.

Na przedstawienie zabrałam siedmioletnią siostrę. Niech się cieszy, w końcu bajka dla dzieci. Początek - tragedia. Już byłam bliska wyjścia z teatru w trakcie kilku pierwszych minut. Dlaczego? Zbyt głośna muzyka - zbrodnia niewybaczalna, jeśli mówimy o przedstawieniu dla najmłodszych. Były łzy, rozpacz, zatykanie uszu, ale po parunastu miutach ciekawość wzięła górę. Na szczęście.

Muszę wspomnieć o nowości, o której wcześniej nie słyszałam. Mianowicie - w musicalu została użyta technologia 3D. Statek piratów taranował widownię, a skały wystawały zza scenę. Był to ciekawy efekt. 

Co w przedstawieniu było najlepsze? Nie wiem. Chyba to, jak mali aktorzy potrafili oddziaływać widzom na emocje. Tak ja uważam. Co myśli moja siostra? Krokodyl! Wielki, chodzący po scenie gad, podbił serca wielu dzieci, chyba nawet mocniej niż sam Piotruś Pan. 

Minusy? Niewiele. Stanowczo to, o czym już wspominałam - za głośne efekty dźwiękowe. Mogłabym jeszcze dodać psa, przesuwającego latarnię, jednak on chyba tylko rozbawił widzów. 

Tak, to chyba tyle. Polecam każdemu, musical wart obejrzenia, szczególnie z najmłodszymi (w zestawie z zatyczkami do uszu).

Free Joomla! templates by AgeThemes