Podczas jednego z treningów na siłowni zaczęłam  przyglądać się ludziom wokół. Obrazek wypisz wymaluj jak z amerykańskiego filmu, nieźle wyrzeźbione i te trochę mniej, umówmy się, dziki oraz kilka ostro trenujących pań, ludzie, którzy bezkompromisowo praktykują zasadę głoszoną przez freaków na forach internetowych "No pain, no gain". Uśmiecham się delikatnie choć z trudem, ponieważ jestem w trakcie ostatniej już serii treningu nóg na sównicy.. Mój wzrok wędruje na drugą stronę, zauważam parę emerytów spacerujących na bieżni.. Urocze. Wszystko to jednak idzie w zapomnienie,nogi automatycznie przestają mi pracować, kiedy zauważam JĄ. Właśnie weszła ubrana od stóp do głów w drogie sportowe ubrania, podeszła do lustra i zaczęła robić trening.. Pstrykania "mirror selfie". Oczywiście, wszystko jest dla ludzi. Nie zwróciłabym na to uwagi gdyby nie fakt, że po zrobieniu ich nie udała się nawet do szatni tylko prosto do wyjścia. Możecie sobie wyobrazić jak teraz w fitnessowym stroju paraduje po mieście i chwali się znajomym jaki to ona prowadzi zdrowy styl życia.. Po czym udaje się w jakieś spokojne miejsce by czym prędzej opublikować pozerskie zdjęcia na instagramie, koniecznie z hashtagiem #fitgirl.

 

W internecie, najczęściej na memach, pokazywane są podobne sytuacje. Nigdy jednak nie sądziłam, że spotkam taką osobę w rzeczywistości. Po tym jak zbaczyłam TO na własne oczy moja wiara w ludzkość zaczęła tracić na sile. Świetnie, że jest sporo ludzi, którzy na prawdę chcą coś osiągnąć i nie udają, jednak zasmuca mnie fakt, iż wielu woli zbierać tylko lajki i robi dokładnie to, co ta dziewczyna.. Moi drodzy pamiętajcie! Moda na bycie fit przeminie jak każda inna, więc jeśli chcecie się na tym terminie tylko lansować, a nie wysilać, to lepiej od razu przestańcie oszukiwać samych siebie. Warto bowiem wziąć się za siebie dla zdrowia.. Kiedy tylko zobaczycie pierwsze efekty to satysfakcja bedzie milion razy większa niż ze zgarnięcia kilku polubień. A zdjęcia, które zrobicie PO treningu będą mogły być źródłem inspiracji dla innych.

 

 Nadeszła wiosna. Przyroda burzy się namiętną mocą tworzenia, ludzie wyłaniają się spod pierzyn zimowej apatii i coraz więcej na naszym Bożym świecie widać szczęścia, radości, miłości.

Stop. Zatrzymajcie się na chwilę. Tak, Ty też, Czytelniku. Znasz tytułowe zdanie doskonale, prawda? Powtarzasz je nadmiernie często, nie sądzisz? „Ale mi się nie chce wstawać” – już rano, przy śniadaniu. „Ale mi się nie chce tu być” – gdy siedzisz w szkole/pracy. „Bo mi się nie chce” – traktujesz jako usprawiedliwienie, gdy ktoś próbuje namówić Cię na wstanie z kanapy. „Nie chce mi się spać!” – powtarzasz codziennie, kiedy wiesz, że rano musisz iść do pracy, ale program w telewizji nadmiernie przyciąga Twoją uwagę. „Ale mi się nie chce wstawać” – myślę teraz, gdy mój kudłaty przyjaciel czeka na nakarmienie. Nie chcę, nie chcę, nie chcę! A kto chce? Nikt!

Mówi się, że idee są wieczne. One może i tak. Jednak każda idea opiera się na symbolach, którymi objaśnia się ludziom. Z kolei symbole te już takie trwałe nie są, prawda? A może jednak? Zastanówmy się.

            Co jest grane?! Takie pytanie zadaje sobie niejeden rodzic, kiedy młody człowiek, wchodząc do pokoju, nagle włącza „cool” muzykę.  O co tak naprawdę chodzi rodzicom? I czy to tylko chęć spokoju po pracy?

Włączam telewizor, leci jakiś film. Postanawiam, że go obejrzę. Akcja rozkręca się w zabójczym tempie, mam wrażenie, że gałki oczne wypadną mi z oczodołów … I nagle klap! Nadeszła Ona.. Zmora każdego zjadacza chleba w tym kraju, Ciemna Pani, która przychodzi w najmniej trafionym momencie tylko po to by jakiś Kowalski kupił sobie tę suszarkę na swoją świecącą jak po wypolerowaniu łysinę, albo żeby Kowalska zdecydowała się na 'shopping' w sieciówce, która chwali się swoją najnowszą promocją zero procent. Tylko prędko! Zniżka kończy się już jutro! Znów kupisz wszystko po tej samej cenie! Oglądam to i zaczynam się martwić.. Czy ze mną jest coś nie tak? Włosy modelki w reklamie wyglądają jak jedwab po użyciu odżywki sponsorowanej marki. Łapię za moje końcówki.. od dwóch tygodni używam tego samego produktu, a one jak były, tak dalej są rozdwojone. Uwaga teraz coś ciekawszego. Na ekranie pojawiają się urocze szczeniaczki, którym w nienaturalny sposób pojawiają się uśmiechy na pyszczkach. Ooo! To na widok pewnej karmy dla psów! To przecież najsłodsza rzecz na świecie! Co prawda mam tylko złotą rybkę, ale od razu dzwonię na podany numer i zamawiam kilka paczek.. Może się przydadzą, nie ma co zwlekać, w magazynie zostały ostatnie sztuki, przecież wyraźnie jest napisane. Ojej, a to co? Magiczny napój? Ludzie pijąc go świetnie się bawią, koniecznie kupię kilka litrów na następną imprezę...  

 

Niestety czasy w których przyszło nam żyć nie są najlepsze. Nie trzeba przecież być łatwowiernym, aby dać się złapać. Media próbują manipulować nami na każdym kroku i przykre jest to, że niczym potulne baranki zezwalamy na to i bez słowa protestu zmierzamy prosto w pajęczą sieć. Jeśli nie potraficie stawić oporu hipnotyzującym grom słów zawartych w reklamach, może warto wyłączyć telewizor i chwycić za dobrą książkę? A jeśli to jednak za duże wymaganie to podczas przerwy w programie zwyczajnie wyjść z pokoju? Warto być świadomym konsumentem, może teraz wydaje się to nierealne, ale kiedyś możecie obudzić się i uświadomić sobie, że brakuje wam pieniędzy na rachunki. Zdaję sobie sprawę z tego, że odczytanie prawdziwych intencji nie jest proste kiedy wokół roi się od zakłamania i obłudy, a manipulacja ludźmi jest na porządku dziennym, jednak jeśli nie posiada się tej umiejętności w obecnej mentalności świata, można się przygotowywać na niechybne pójście na dno.

 

Pytanie powszechne ze względu na ostatnie, bardzo niepokojące, badania czytelnictwa w Polsce. Dlaczego tak mały odsetek naszych rodaków sięga po książkę? A dlaczego miałaby to zrobić?! W końcu jest Internet, są słodkie kotki, „pieseły”, memy, emotikony. Prosta, ilustrowana rzeczywistość, w której nie trzeba nadmiernie wysilać mózgu myśleniem po ciężkiej pracy. Wyobraźcie sobie taką sytuację: przeciętny pracownik, nazwijmy go Jan, był obecny przy budowie nowego centrum handlowego. Jego szef żyje w błogiej nieświadomości i uważa, że Jan,  a także każdy inny pracownik, zatrudniony w jego firmie, pracuje aż niemal pada z wycieńczenia. Jednakże Jan tylko stoi, patrząc na budowę, i rozmawia z kolegami o tym, jak to się bardzo napracował, przenosząc jedną cegłę, gdy szef przechodził obok. Potem Jan wraca do swojego niewielkiego mieszkanka na przedmieściach, zmęczony rozmowami i pada na kanapę. Wyciąga laptopa i zaczyna żyć w „rzeczywistości”. Wchodzi na Facebooka i dopiero wtedy jest w domu. Rzuca emotikonami i naklejkami na wszystkie strony, „lajkuje” zdjęcia, ogląda obrazki i nie czyta, bo po co? Przecież do tego trzeba myśleć, a że czytanie rozwija i że jest to czynność dużo bardziej fascynująca od oglądania kolejnego sezonu „Gry o tron”. Jan zapewne nawet nie wie, że serial powstał na podstawie książek. A nawet jeśli to tylko dlatego, że widział memy z Georgem Martinem w roli głównej.

Załóżmy, że Jan ma dziecko. Małą córeczkę, Hanię. Hania jest od małego otoczona obrazkami, a słów i liter nie widzi w domu. W szkole ciężko jej idzie, nie uczy się, nie chce czytać lektur, ani pisać opowiadań. Ma zły kontakt z rówieśnikami. Dorasta, ledwo zdaje maturę z polskiego, bo przez całe życie nie dotknęła ani jednej książki. Pracuje na kasie w jakiś hipermarkecie, bo nie ma umiejętności, aby przyjęli ją gdzie indziej. Dlaczego? To na pewno przez globalne ocieplenie i złą dietę.

Hania, tak jak ojciec, żyje w wirtualnej rzeczywistości. Ciągle nie wyprowadziła się od rodziców, bo woli wydawać oszczędności na ciuchy, aby wyglądać jak gwiazdy. Ma Snapchata, konto na Facebooku, Twitterze, Instagramie i Bóg wie, czym jeszcze. Wrzuca dużo „sweetfoci” i żebrze o „lajki”. Pisze tylko z użyciem emotikon.

Tak, to chyba dlatego nie czytamy. W końcu wyobraźcie sobie taką otoczoną obrazami Hanię, która sięga po książkę. Czy jest to w ogóle jeszcze możliwe? Jest, owszem. Jeśli są w niej obrazki… 

Agata Walkusz

Hejt, hejter. Czytając dwa pierwsze słowa można stwierdzić, że temat ten w skali oklepania od jednego do dziesięciu, mógłby otrzymać sto punktów. W końcu ciężko byłoby znaleźć osobę, która nie wie na czym polegają 'nieuzasadnione' przejawy nienawiści w internecie.Po co więc o tym pisać? Otóż po to, aby skupić się na poczuciu własnej wartości człowieka, tak bardzo przesiąkniętego mentalnością dzisiejszych czasów.

Zarówno osoba hejtowana jak i sam hejter są ofiarami czasów najnowszych. Mamy problem z akceptacją samych siebie, nasze poczucie wartości jest niskie, a niektórzy z nas uciekają się do podwyższania 'morali' poprzez dołowanie innych. Zastanówcie się teraz przez sekundę. Kiedy ostatni raz pomyśleliście o sobie pozytywnie? Zakładam, że jeśli życie byłoby kreskówką, w tym momencie w tle słyszelibyśmy grające świerszcze. Niestety nie doceniamy samych siebie, przez co jesteśmy wrodzy do cudzej indywidualności. Nie możemy zaakceptować tego, że inni 'potrafią'. To przykre, ale w czasach, w których żyjemy zaburzenia w postrzeganiu siebie wywołują te najbardziej destrukcyjne zachowania w człowieku. Moi drodzy, gdyby wszyscy znali i doceniali wartość przedstawiciela homo sapiens coś takiego jak 'hejt' nie miałoby prawa istnieć. Ośmielam się twierdzić, iż wskaźnik depresji, a nawet samobójstw spadłby znacząco.

Nasza hierarchia wartości jest zaburzona. Przez te dziesiąt lat świat stanął na głowie. Nadal jednak istnieje coś takiego jak etyka i etykieta. Choć moralność dzisiejszego człowieka przeżywa często i gęsto kryzys, wątpię, aby którekolwiek z nas chciało tak naprawdę kogoś skrzywdzić. Jeśli tylko jest chęć to pojawia się działanie. O ile z Twoją etyką nie jest najlepiej, apeluję, na dobry początek zachowaj chociaż odpowiednią etykietę! Dzięki temu nie tylko otaczającym nas ludziom będzie lepiej, ale też stopniowo nasza moralność będzie wchodzić na wyższy poziom. Warto zadbać też o samego siebie. Przystańcie przed lustrem i uśmiechnijcie się do własnego odbicia! Po wykonanym zadaniu powiedzcie sobie 'Dobra robota' ! Kiedy nabierzecie szacunku do siebie zaczniecie też akceptować innych i wierzcie lub nie, życie naprawdę będzie w kolorach tęczy.  

Dlaczego w odpowiedzi na to pytanie bezpardonowo układasz swe ręce niby na kształt słów „wisi mi to”? I Dlaczego robisz to Ty, Ty i jeszcze Ty?

Specjalnie na potrzeby tego wpisu, dokonałem wnikliwej analizy przemierzając przez dziurawe jak polskie drogi, przestrzenie mojego umysłu.

Czego można było się spodziewać, doszedłem do dosyć kuriozalnego wniosku. Posiadamy dwa życia, które poniekąd się zbiegają. Uszczuplając fakt, że jest to teza rodem z gry komputerowej, ma ona w sobie wcale niemało sensu. Korelację między powyższym, a tematem posta, wyjaśnię za chwilę.

Bez wątpienia, wiersze nie są czytane chętniej niż utwory napisane prozą. Księgarnie przepełnione książkami popularno-naukowymi nie chcą znaleźć miejsca dla poezji: „wieloznacznego terminu”, który niepodważalnie kojarzy się nam z czymś wyrafinowanym, ciekawym, często mającym silne podłoże patriotyczne. Dlaczego tak się dzieję? Po dłuższych rozważaniach stwierdziłem, że owa poezja nie jest przeznaczona dla tych, co myśleć nie chcą.

         Anarchia jako ustrój

  Teoretycznie już w tytule jest błąd ponieważ anarchia nie jest utrojem gdyż nie posiada władzy w żadnym wymiarze oraz walczy z ustrojami, które są klatką w której zwykliśmy zamykać swoje rozumy. Pytania na dziś są 2. Czymże więc jest jeśli nie tylko niedojrzałym wymysłem fanatyków? Winston Churchill powedział, że ,,demokracja to beznadziejny ustrój, ale lepszego nie wymyślono" czy anarchia to uniwersalny środek? Zacznijmy od zera.

        Anarchia, a gospodarka

  Słysząc słowo ,,anarchia" myślimy o krajach zacofanych i przejętych przez jakichś degeneratów. Krajem powszechnie uznawanym za anarchistyczne jest Somalia, wktórej rzeczywiście nie ma żadnej ukonstytuowanej władzy, ale jednak rządzą tam mniejsze lub wększe klany szkodzące sobie nawzajem lub swoim ludziom. Kiedy to słowo pada z ust człowieka młodego, szczególnie nieletniego mamy go za wariata, który nie wie co mówi. Panuje ogólne przekonanie, że anarchistyczne państwo to mit, a takowa ideologia to bzdura. Dlaczego?

           Po co komu ślub?

  Pan młody już dawno czeka przy księdzu. Słońce zachodzi, goście w skupieniu patrzą na kobiete w białej sukni na drugim końcu czerwonego dywanu. Panna młoda zmierza do niego powoli, zdecydowanym krokiem. Musi uważać przecież wywaliła się już pięć razy, dobrze ,że tylko w myślach. Idzie pełna lęków, że źle powie, że zemdleje, że się przewróci. Doszła, stanęła obok pana młodego, ksiądz wypowiada formułkę ,,... i przysięgacie sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską?", na co młoda para zgodnie odpowiada ,,nie" i wychodzi.

            Patriotyzm

  10 listopad, wtorek, Jakaś Wioska Bo Gdzieżby Indziej, Polska godzina 21:48. ,,Janek weź flagę wywieś bo właśnie w telewizji powiedzieli, że jutro święto narodowe". Krzyk słychać również na przeciwnej ulicy, więc i sąsiedzi mogą skorzystać z jakże wielkiego patriotyzmu pani Zosi. 11 listopada już tuż tuż więc i ważną kwestię trzeba poruszyć. Czymże jest ów pożądany od innych i wyznawany jakże ,,wielkimi" deklaracjami patriotyzm?

Free Joomla! templates by AgeThemes