,,Wszystkich Świętych" jest bez sensu.

  Wstajemy, patrzymy na kalendarz, 1 listopada. I od razu zaczynamy od podstawowego błędu. ,,O święto zmarłych" myślimy. Jakie święto ja się pytam. Gdzie tu świętowanie? Święto zmarłych, w dosłownym znaczeniu mają w Meksyku gdzie ludzie malują sobie twarze, wszyscy tańczą i śpiewają na cześć przodków. A my? A my myślimy ,,taka pizgawica a ja jeszcze musze latać i świeczuszki zapalać" ech...

     Po co chodzimy do kościoła?

  Niedziela rano. Słyszysz bicie dzwonu- oho za pół godziny msza, trzeba się ruszyć z przed telewizora. Właśnie. Dlaczego trzeba? Dlaczego na ostatnią chwilę? Przecież jak sam kościół twierdzi, msza to ma być doznanie duchowe, rozmowa z własnym Bogiem, którego dobrowolnie przyjęliśmy i wyznajemy imię jego. Normalnie gotowiśmy za niego życie oddać (szczególnie w perspektywie zostania świętym, męczennikiem, czymkolwiek). No właśnie. Czyżby?

                                         Nie planujmy jutra

  Często widzimy, słyszymy teksty ,,żyj chwilą", ,,żyj jakby jutro miało nie nadejść" i tym podobne. Mówią one żeby nie martwić się przyszłością tylko cieszyć tym co mamy. No i rzeczywiście trochę racji w tym jest. Tylko dlaczego mamy nie myśleć o jutrze, tak tym dosłownym jak i tym stanowiącym metaforę przyszłości? Odpowiedź jest prosta- bo możemy tego jutra nie dożyć

  Tak panie i panowie. Będę tu przywoływał myśl o śmierci, którą tak bardzo wszyscy staramy się odrzucić, o tym, że może nas spotkać codziennie i w każdej chwili. Tyle jest zawałów czy udarów na statystycznego Polaka, że już samo to może nas wprowadzić w niemałą paranoje. A jeśli doliczymy do tego wypadki samochodowe i te przez pijanych kierowców, i te przypadkowe, i te zaplanowane. Aż strach z domu wychodzić. Ale cóż to? Wszystkie przypadki zaczadzeń, zawałów gdzie nie było nikogo aby wezwać pomoc, pożarów zarówno tych zaplanowanych jak i tych przpadkowych. Mógłbym tu jeszcze dodać zawalenia, a i w skrajnych przypadkach zamachy. Wychodzi na to że w domu jest gorzej niż na zewnątrz, zwłaszcza przez to, że i uciekać nie ma gdzie. To co robić? Przecież nie można żyć w paranoidalnym strachu przez śmiercią z zaskoczenia.

  Co mogę mieć na myśli pisząc ,,my”? Wszystkich. Bez wyjątku, bo piją przecież ludzie starzy, dorośli, młodzież, nastolatki oraz w niektórych przypadkach nawet dzieci. A dlaczego tak jest? Otóż dlatego, że od początku uznawane jest, że alkohol  jest ,,nie dla ciebie”. Każdy to słyszał prawda? Więc może cofnijmy się do czasów kiedy to do nas tak mówiono.

  Rodzimy się, potem jest długi okres błogiej nieświadomości, aż w końcu jesteśmy na tyle duzi żeby sięgnąć głową ponad stół. A co na stole? Wódeczka. Dorośli spokojnie opijają nasze szóste urodzinki czy ich już trzydzieste któreś. Ogółem wesoło. I co my sobie myślimy? Że dobre. Patrząc  po zachowaniach starszych widzimy, że coś jest na rzeczy i od razu jest myśl ,,ja też muszę”. I wtedy są dwie opcje: albo dostajesz ja najmniejszą kropelkę żeby poczuć smak i usłyszeć słynne ,,I co? Niedobre? A tatuś musi”, albo podnosi się wielki krzyk, że nie ma w ogóle szans i to dla dorosłych, i nie dostaniesz teraz, i masz się od tego trzymać z daleka. O ile pierwsza opcja jest najlepsza o tyle druga prowadzi do efektu odwróconej psychologii czyli  po prostacku- zakazany owoc kusi mocniej. I tu jest rozwiązanie picia dzieci.

Różowe okulary

                   Czyli jak dostrzegać codzienność

Może nawet nie tyle tytułowe ,,różowe" co powiększające bo, aby dostrzec codzienność czasem musimy się przypatrzeć, żeby znaleźć coś nowego w znanej rutynie. Dobrym przykładem niech będzie tu pewna koleżanka dzięki której ten tekst powstaje. Stwierdziła ona że nawet niezauważyła deszczu bo ,,ostatnio nie zraca uwagi na takie rzeczy". Takie czyli jakie? Zwyczajne? Proste? Codzienne? Dlaczego ona ich nie zauważa? Dlaczego my ich niezauważamy? Tyle pytań. Aż w głowie się kręci. Chwila oddechu.

|Zamiast felietonu cytat Dezyderaty  Maxa Ehmanna (za: http://www.fuw.edu.pl/~jziel/dezyderata.html)

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy.

O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.
Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoja opowieść.
Unikaj głośnych i napastliwych - są udręką ducha.
Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.

Cytuję  wierszyk, który pamiętam do dzisiaj jeszcze z czasów swojego wieku przedszkolnego:

 Gę, gę, gę  chodźcie gąski,
jakie tu są smaczne kąski,
świeża trawa, czysta woda
i swoboda i swoboda.... 

[podkreślenie moje]

Zaniedbałem w minionych tygodniach niniejszego bloga. Bezpośredni powód obrazuje krążący w internecie zabawny rysunek belfra-sowy. 

W dniu dziejszym udało mi się oddać wychowawcom końcowe oceny klas, które uczę. Kilka wcześniejszych tygodni upłynęło pod znakiem nieustannej walki o to, aby części uczniom chciało się cokolwiek zrobić, aby uzyskać pozytywną ocenę. Oczywiście, żyjemy w wolnym kraju i uczeń jeśli nie chce, nie musi się uczyć - jego wybór. 

Pozwolę sobie na szerszą refleksję na temat naszej wolności.

Free Joomla! templates by AgeThemes