Tylko raz w życiu / Maria Prochownik

 

Przychodzi taki czas w roku, że wśród zimnych podmuchów wiatru, wśród deszczu i spadających liści idziemy spotkać tych, którzy już do nas przyjść nie mogą – tych, którzy już tylko czekają - na ciepło naszych rąk, na serdeczne wspomnienie naszych myśli. Różne kwestie mamy wtedy w głowach, ale wydaje mi się, że szczególnie jedna powtarza się niezwykle często: „Spieszcie się kochać ludzi, tak szybko odchodzą...”

Każdy z nas czytając ten cytat, myśli o swoich najbliższych – mamie, żonie, bratu, dziadku – Czy ja naprawdę pokazuję im, że kocham? Czy mój szary, codzienny dzień pokazuje miłość do nich? Zazwyczaj udaje nam się w tych chwilach zadumania przemyśleć te relacje, ale jest jeszcze coś więcej... Po miłości wielkiej i pięknej, takiej z całego serca jest jeszcze inne kochanie. Może mniej widoczne, może pomijane.

Kochać trzeba nam też człowieka, którego spotkamy tylko raz jeden w życiu.

To trudne do zaakceptowania, szczególnie gdy widzimy jak wiele jest jeszcze do podreperowania w relacjach dla nas najważniejszych, ale to WAŻNE. Człowiek, bez względu na okoliczności spotkania z nim, to zawsze istota czująca, cudowny i niepowtarzalny element świata – w tym kontekście zupełnie podobny do nas. Prawdopodobnie z większością poznanych ludzi nie uda nam się nawiązać relacji, będziemy mieć tylko jedną szansę, aby wnieść coś do ich życia. Wystarczy tylko odrobina dobrej woli i to wcale nie kosztem innych relacji. Jeśli jest w nas miłość, którą dają nam najbliżsi, to jesteśmy w stanie oddać ją w postaci uśmiechu, sympatycznej rozmowy, podmiotowego potraktowania każdej osobie, która się z nami spotka. To cały sekret świętości – buduj miłość i rozdzielaj miłością. Zupełnie podobnie ma się rzecz w drugą stronę. Jeśli będziemy w stanie walczyć o dostrzeżenie, docenienie, obdarzenie miłością przypadkowego człowieka, łatwiej będzie nam pamiętać o kochaniu najbliższych.

 

 

Free Joomla! templates by AgeThemes