Boję się, że mi się uda, czyli: przypadkowy wykład na temat życia / Justyna Luszyńska

 

Na początek mam do Was pytanie: czy wiecie, co studentom anglistyki na moim roku sprawia najwięcej trudności? Studenci wysłuchują długich i nużących wykładów, które rozumieją. Uczą się obcej gramatyki z lepszymi i gorszymi skutkami. Piszą eseje w języku angielskim. Czytają angielską literaturę. Interpretują anglojęzyczne teksty. Robią te wszystkie rzeczy, ale gdy przychodzi czas na zajęcia konwersacji, podczas których nie muszą uczyć się o Jane Austen, ani o dyskryminacji rasowej, nie muszą znać zasad pisania eseju czy tego w jakich przypadkach powinni stosować czas Present Perfect Simple, oni.. milkną. Wykładowca pyta: Dlaczego to robicie? Odpowiedź nadchodzi niemal od razu:

Boimy się.

Boimy się, że nas nie zrozumieją; że będą się z nas śmiać; że popełnimy błąd. Dlatego nie mówimy wcale – bo się boimy.

A ta anegdota jest niczym innym jak metaforą życia. Boimy się, więc nie sięgamy po to, czego pragniemy; nie mówimy tego, o czym myślimy i nie tańczymy, gdy gra muzyka. W codziennym życiu boimy się dokładnie tego samego, czego boją się studenci na ćwiczeniach z konwersacji: że się nie uda. Z tego właśnie powodu robimy wszystko, aby tylko nie musieć mierzyć się z porażką. Wszelkie sytuacje, w których moglibyśmy zaryzykować i być może wygrać, zdarza nam się omijać szerokim łukiem. W pewnym momencie nie zdajemy sobie nawet sprawy, że strach kieruje naszym życiem i nie pozwala nam oddychać.

To będzie krótki felieton, ponieważ wykładowca zrobił jedną rzecz. Powiedział: Nie chcę już słyszeć o tym, że się boicie. Podszedł do pierwszej z brzegu osoby i spytał: Czemu uczysz się języka angielskiego? Chłopak się zawahał, po czym odpowiedział: Aby porozumiewać się z osobami, które nie mówią w moim języku. Wykładowca aż przyklasnął: Świetnie, czyli jeżeli zrobisz błąd gramatyczny, to ten człowiek nie będzie w stanie cię zrozumieć? Odpowiedziało mu wzruszenie ramionami, ponieważ odpowiedź była oczywista. Drobny błąd nie sprawi, że obcokrajowiec nie zrozumie. Jeżeli będziemy mówić, dopóki będziemy próbować, dogadamy się. Problem pojawi się, gdy zamilkniemy. Kiedy nie mówimy, nie możemy zostać zrozumiani.

Życie każdego z nas jest niczym innym jak lekcją konwersacji z bardzo wymagającym wykładowcą. Jeżeli milkniemy, nie mamy szans przekazać swoich potrzeb, wyrazić swojego zdania czy nawet zdać egzaminu. Dopóki mówimy, chociażbyśmy kaleczyli język w każdy możliwy sposób, istnieje szansa, że ktoś nas zrozumie. Uczeń, który zdał na piątkę egzamin z gramatyki, literatury czy też z pisania, może dostać stypendium naukowe, lecz nie będzie potrafił się porozumiewać, a jego oceny zdadzą się na nic, ponieważ i tak nie będzie w stanie obronić swojej pracy licencjackiej. A to oznacza trzy lata kompletnie zmarnowane.

Człowiek, który całe życie się bał i nie sięgał po to, czego pragnął, przeżyje swoje życie. Przeżyje je do samej starości, aż jego twarz się pomarszczy, oczy przestaną tak dobrze widzieć, a stałe zęby zastąpi sztuczna szczęka. Prawdopodobnie zda wiele życiowych egzaminów, niektóre na piątkę. A pewnego dnia nadejdzie dzień, w którym będzie musiał odejść z tego świata i odpowiedzieć samemu sobie na pytanie: czy zrobił w swoim życiu wszystko, co mógł? Dopiero ta odpowiedź zadecyduje o tym czy najważniejszy egzamin w swoim życiu również zda śpiewająco.

Wykładowca zabronił mówić studentom, że się boją, choć nie mógł zabronić im odczuwać strachu. Wydaje mi się, że studenci pojęli w końcu, że zawsze mają pięćdziesiąt procent szans, że im się uda. Nie pięćdziesiąt procent szans na to, że polegną. Aż pięćdziesiąt na to, że wygrają. Też możesz obstawiać to czy wygrasz, czy przegrasz, przecież szklanka albo jest w połowie pełna, albo pusta. Zastanów się – kto o tym decyduje?

Więcej felietonów, a także innych moich tekstów na mojej stronie: http://ajednak.eu/ Zapraszam :3 

Free Joomla! templates by AgeThemes