Nie zostawiaj najlepszego na koniec, czyli: zjedz najlepsze na początku / Justyna Luszyńska

Ubóstwiam bajeczne chwile, które nadają się tylko do uwiecznienia na zdjęciu lub pejzażu. Ba, kto nie byłby zadowolony z genialnego pomysłu na felieton, który wpada do głowy pod niebem pełnym gwizd czy nad morzem w czasie zachodu słońca? Wtedy może powstać coś naprawdę dobrego. Wena aż kipi z serca, łapię wówczas za laptopa i czym prędzej spisuję tłum pędzących przez moją głowę myśli. Niestety, przez życie nie przewijają się jedynie momenty warte uwiecznienia na zdjęciu. Bo cóż ujmującego jest w jedzeniu śniadania? Tak, właśnie, śniadania. A mi pomysł na ten tekst wpadł do głowy, kiedy jadłam kanapki, choć to mało romantyczne.

Nie będę teraz streszczać całego procederu, gdyż chyba nie po to się tu zebraliśmy. Powiem natomiast parę słów na temat tego, jak zazwyczaj jem (ZAUFAJCIE MI, JUŻ POWOLI PRZECHODZĘ DO SENDA ). Mam taki zwyczaj, że najpierw zjadam to, co niekoniecznie lubię, a najlepsze zostawiam na koniec. Jestem przekonana, że wiele osób tak robi. Identycznie jak wtedy, gdy jedząc Ptasie Mleczko, najpierw zjadamy czekoladę po bokach, a dopiero potem piankę. Nie lubisz słodyczy? To powiedzmy, że w czasie obiadu najpierw jesz ziemniaki, które średnio lubisz, a pysznego schabowego zostawiasz na koniec. Myślę, że wszyscy już rozumieją, o co mi chodzi. To coś podobnego do bielizny, pozostawionej na specjalne okazje albo do sukienki, którą wkłada się tylko na urocze przyjęcia. Chodzi o te perfumy przeznaczone na wyjścia, których flakonik mamy od pięciu lat, gdyż są tak wyjątkowe, że używamy ich sporadycznie. Chodzi mi o ten jedwabny szal, który wisi w szafie, bo boimy się go założyć, by nie zniszczyć. To ta droga kawa, którą dostaliśmy w prezencie i ten koniak, który czeka od trzech lat na odpowiednią okazję.
Do czego zmierzam? Jadłam śniadanie w postaci pięknych kanapek, na których był i pomidor, i ogórek, szczypiorek, rzodkiewka, a najładniejszą, na którą miałam największą ochotę zostawiłam sobie jak zwykle na koniec. Zapewne wielu domyśli się, co też mogło się stać. Przejadłam się jeszcze nim sięgnęłam po tą wymarzoną i ktoś inny sprzątnął mi ją sprzed nosa. Wtedy po raz pierwszy zakwestionowałam swój sposób jedzenia i zaczęłam poważnie się nad tym zastanawiać. Czy to aby na pewno nie jest tak, że zostawiamy sobie najlepsze na koniec? Ale właściwie na jaki „koniec”? Znam mnóstwo ludzi, którzy odkładają urlop z roku na rok, bo teraz nie mają na to czasu. Znam takich, którzy mają w szafie ubrania, których nie mieli na sobie poza sklepową przymierzalnią, ponieważ wciąż czekają na odpowiednią okazję. Drogi balsam, przeznaczony jedynie na wystawne kolacje. A wiecie, co ja miałam? Świeczki zapachowe z Ikei, które straciły swój kolor i zapach, ponieważ nie zapaliłam ich w odpowiednim momencie!
„Specjalna okazja” dla każdego będzie czymś innym. Może to urodziny, może dzień zaręczyn, narodzin dziecka, ukończenia szkoły, dostania awansu. Czekamy na nią z zapartym tchem, tak samo jak czekamy dzwonka w czasie lekcji, piątku czy też wakacji. Nie zdajemy sobie sprawy, że to my decydujemy o tym, co dla nas jest wyjątkowe. Dlatego właśnie zakładam ładną bieliznę nie tylko w niedziele i święta, ale kiedy tylko mam na to ochotę, by poczuć się lepiej we własnej skórze. Też powinieneś spróbować. Zapal te ładne świeczki i sam zrób sobie wyjątkowy wieczór. Otwórz ten koniak. Kup sobie te czekoladki, których zawsze chciałeś spróbować. Mało ważne jest to, że są tak drogie, a może się okazać, że smakują jak błoto. Czekając na specjalną okazję, możemy pozwolić przeminąć wielu dniom, które przy naszym małym wysiłku, mogłyby stać się wyjątkowe. Znałam ludzi, którzy mieli plany na specjalne okazje, nawet na jutrzejszy dzień, lecz nie mieli okazji następnego dnia się obudzić. Dlatego nie zostawiajcie najlepszego na koniec, gdyż tylko on wie, kiedy nadejdzie. Nie zostawiajcie najlepszego na specjalne okazje, lecz nauczcie się sami decydować o tym, co jest specjalne. I wyjmijcie, na miłość Boską, te sukienki z tej szafy i napijcie się tej drogiej kawy czy koniaku. Nikt nie da nam gwarancji, że jutro też będzie dzień. To czemu ten nie miałby być specjalny?

 

Masz ochotę przeczytać inny felieon, opowiadanie, recenzję książki, filmu albo po prostu jakieś urodowe porady? Zapraszam! http://www.ajednak.eu

Free Joomla! templates by AgeThemes