Dlaczego chodzimy na koncerty? / Agata Walkusz

Będąc ostatnio na koncercie rockowo-metalowym, podczas raczej niezbyt interesującego suportu, rozglądałam się dokoła i byłam w szoku, widząc rozpiętość grupy wiekowej. Oczywiście najliczniejszą z nich była młodzież, która krzyczała najgłośniej, skakała najwyżej i pogując, odstraszała od siebie innych. Jednakże: widziałam też kilkoro rodziców z maluchami noszonymi na barana, niektóre ze słuchawkami na uszach. Z drugiej strony za to byli ludzie raczej starsi, którzy kierując się stereotypami, powinni przyjść tam z krzyżem, wyzywając nas od „wyznawców szatana” itp., a nie dobrze się bawić.

Zdziwiona tym, co zobaczyłam, zaczęłam zastanawiać się dlaczego ci wszyscy ludzie przyszli i bawią się razem. Dlaczego, skoro w każdej innej sytuacji, nie spojrzelibyśmy nawet na siebie, nie mówiąc o uśmiechu, wspólnym śpiewaniu i skakaniu razem, niczym starzy przyjaciele. Koncerty łączą ludzi? A może to sama muzyka? Nie mam pojęcia. W każdym razie każdy tam bawił się na tyle, na ile pozwalały mu możliwości. Nikt nie miał nic przeciwko, nikt nie narzekał, że nie wypada, nikt nie patrzył, że brzydki, że źle ubrana, że nie umie śpiewać. Liczyła się tylko muzyka.

Gdy tak obserwowałam ten różnorodny tłum, który jednym głosem wyśpiewywał teksty piosenek, uśmiech sam cisnął się na usta. Dlaczego chodzę na koncerty? Wcześniej myślałam, że żeby posłuchać muzyki. Jednak to mogę zrobić w każdej chwili w domu. Tu chodzi o coś innego. O to, żeby poczuć więź z innymi ludźmi, żeby skakać i śpiewać, nie będąc przy tym ocenianym. Żeby się po prostu dobrze bawić. Nieważne, jaka to muzyka jest, jeśli wczujemy się w tłum, poczujemy nic oprócz szczęścia (i ewentualnych zakwasów dnia następnego lub zapalenia gardła od ciągłego śpiewu).

Może by tak nic nie robić, tylko chodzić na koncerty? Czy świat wtedy nie byłby piękniejszy i, po prostu, bardziej radosny?

Free Joomla! templates by AgeThemes