Stańmy się na moment Hindusami, czyli: warto sobie czasem odpuścić / Justyna Luszyńska

Każdy z nas był chociaż raz w sytuacji, w której nie wiedział, co ma robić. Zwyczajnie nie potrafił sobie z czymś poradzić. Mogło to być wydarzenie, na które nie miał wpływu lub własne emocje, nad którymi nie potrafił zapanować. A mogło być również tak, że ta beznadziejna sytuacja miała miejsce więcej niż raz, ponownie odebrała siły, zgniotła na miazgę i zostawiła. Człowiek się podniósł, żył sobie normalnie, a ona znów wpadła na herbatkę. Wypiła całe zapasy, zjadła wszystkie przetwory, opróżniła lodówkę, okradła, pobiła. I zostawiła – do następnego razu.

Na własnym przykładzie wiem, że takie rzeczy się zdarzają. Ja nie potrafię radzić sobie z określonymi emocjami lub radzę sobie nie tak, jak powinnam. Starałam się z tym walczyć, aczkolwiek dość nieporadnie. Zazwyczaj działo się to na tej zasadzie, iż mówiłam sobie w ciężkiej chwili: „Przestań się tak czuć”, „Nie rób tego”. Tak, możecie się domyślić jak świetnie to działało. Zupełnie jak wtedy, gdy zaczynasz dietę i znajomi zapraszają cię na imprezę. Wtedy łatwo jest zdecydować, że dietę należy przesunąć w czasie. Robiłam identycznie – swoją przemianę przekładałam na moment, w którym czułam się dobrze, a sytuacja mnie nie przewyższała, bo wtedy przecież dużo łatwiej nad sobą panować. Bo kto myśli o jedzeniu, gdy już jest najedzony? Działo się tak do chwili, w której przeczytałam w pewnej wartościowej książce fragment o reinkarnacji. Sama nie należę do osób wyjątkowo pobożnych, lecz w tej hinduskiej teorii było coś tak niezwykłego, że kupiła mnie w zaledwie kilku zdaniach. Jestem święcie przekonana, że nie musimy wyznawać tej religii, aby docenić jej wartościowy przekaz. 
Nie wiemy, co będzie po śmierci. Ach, wiem, że chrześcijanie zaczną mi za momencik tłumaczyć swoją drogę do Boga, islamiści swoją, ateiści napomkną coś o nicości, a kto inny powie jeszcze coś innego. Wiara jest o tyle cudowna, że pozwala wierzyć nam w to, co chcemy, ale jakby na to nie spojrzeć – przekonamy się na własne oczy dopiero po śmierci. Hindusi wierzą w reinkarnację, czyli w to, że dusza ludzka żyje więcej niż raz, a po śmierci ponownie wraca do życia, tyle że w innym ciele. A więc teraz wyobraźmy sobie tą okropną sytuację, która zawsze zostawia po nas mokrą plamę na podłodze i pomyślmy ile razy w ciągu naszego życia dała nam w kość. Jak wiele razy cierpieliśmy z tego samego powodu? Jak wiele nienawiści w sobie kumulowaliśmy – do siebie i do innych? Hinduistyczna teoria mówi, iż jeżeli nie potrafimy sobie poradzić z własnym cierpieniem, nie potrafimy załatwić własnych spraw, one będą do nas wracać, nie tylko w tym życiu, lecz również i w następnych, dopóki sobie z tym nie poradzimy. A co Wam przypomina powtarzające się cierpienie? Mi przypomina ono piekło.
Nie trzeba wierzyć w reinkarnację, aby zdawać sobie sprawę z własnego bólu. Każdy z nas w jakiś sposób cierpi lub cierpiał i wie doskonale, co najbardziej go rani. Nie zawsze da się tego uniknąć. Są jednak sytuacje, w których jesteśmy w stanie nad tym zapanować, wyciągnąć z bólu lekcje lub (w najlepszym wypadku) pokonać go, gdyż jest niczym innym jak naszą słabością. Jeżeli pozwolimy mu przejąć nad sobą kontrolę, zrobić spustoszenie i naszym jednym postanowieniem będzie przeczekanie sztormu, on kiedyś powróci i zrobi z nami dokładnie to samo. Dlatego właśnie następnym razem, gdy ból przyjdzie do mnie, mam zamiar na moment stać się hinduską i przekonać samą siebie, że przecież nie chcę znów się znaleźć w tym piekle. Będę sobie to powtarzać do skutku, bo być może gdzieś wewnątrz mnie jest jakaś mądrzejsza Ja, która podłapie i prędko to zrozumie. Nie warto przechodzić przez piekło na Ziemi, jeżeli mamy prawo wyboru. Sami o tym decydujemy, powinniśmy o tym pamiętać i być dla siebie samych lepsi.

 
Po więcej zapraszam na moją stronę: http://ajednak.eu
Free Joomla! templates by AgeThemes