Czy kobiety są materialistkami? / Justyna Luszyńska

            Zaczęłam się nad tym intensywnie zastanawiać po rozmowie z pewnym trzydziestoletnim osobnikiem, który miał problem ze znalezieniem miłości swojego życia. Żalił mi się, że płeć piękną interesuje tylko to, jakim samochodem jeździ. Pomyślałam – znam ten typ! I już miałam ruszyć z naganą na okropne baby, gdy dowiedziałam się, że nie tylko nie ma samochodu, ale również mieszka z rodzicami i nie ma stałej pracy, bo nie chce mu się niczego konkretnego szukać – tak mu było wygodnie. Nie chciałam go już pocieszać. Pragnęłam tłumaczyć te kobiety, bo najzwyczajniej w świecie je… rozumiałam. Podczas kiedy on prawił o bezkresnej miłości i oddaniu aż po grób, ja (okrutna baba) myślałam o tym, że też bym się nie chciała angażować w związek z kimś takim… I poczułam się źle.
Od tamtej pory często się zastanawiałam czy kobiety faktycznie są materialistkami. Któregoś razu ktoś, słysząc moje rozterki poprawił mnie „LUDZIE są materialistami. To się nie tyczy tylko kobiet”. I wydaje mi się, że miał rację.
            W dzisiejszych czasach wszyscy gonimy za pieniędzmi. Niezależnie od płci, każdy chce mieć ich tyle, ile tylko się da. Kobiety nie muszą być już zależne od mężczyzn finansowo. Same mogą pracować na swoje utrzymanie. Jeżeli więc pracująca kobieta spotyka pracującego mężczyznę, powinni się w pewien sposób wyrównać pod względem finansowym, niezależnie od wielkości dochodów każdego z nich. Jeżeli zaś mężczyzna lub kobieta spotykają na swojej drodze potencjalnego partnera, który albo nie pracuje, albo pracę traktuje lekką ręką, mogą mieć pewne obiekcje. Pytanie – z czego to wynika, skoro sami zarabiają?
Odpowiedź jest prosta. Jeśli szukam partnera, z którym mogłabym spędzić resztę życia, muszę przede wszystkim czuć się przy nim bezpieczna – pod każdym względem, bez wyjątków. Moim skromnym zdaniem w chwili, w której wybieramy sobie szkolę czy kierunek studiów, zaczynamy inwestycję w całe nasze przyszłe życie. Niektóre rzeczy zawsze mogą się zmienić, ale jeżeli nie robię nic ( na przykład rzucam szkołę i jestem utrzymywana przez rodziców) daję tylko dowód na to, że jestem nie tylko niedojrzała, ale również leniwa i nie mam planów na przyszłość. Kto chciałby mieć cokolwiek wspólnego z kimś takim?
            Oglądałam „Zakochaną Jane” i za każdym razem cierpiałam, gdyż główna bohaterka nie mogła być z osobą, którą kochała. Gdyby postawili na miłość, byliby zmuszeni do życia w skrajnej biedzie. Postąpili rozsądnie, ale zarówno oni, jak i ja, mieliśmy złamane serca. W scenie kłótni matka Jane wykrzyczała słowa, które wyryły się w mojej pamięci - „Miłość jest czymś pożądanym, pieniądze zaś czymś absolutnie niezbędnym”. Moje zdanie lekko różni się od zdania rodzicielki Jane Austen, ale przecież czasy się zmieniły. Dziś możemy połączyć obydwie te rzeczy. A skoro jest możliwość, to dlaczego z niej nie skorzystać?
            Każdy z nas jest materialistą. Jedni w mniejszym, inni w większym stopniu. Ja na miejscu tej trzydziestoletniej kobiety, która umówiła się z wcześniej wspomnianym panem, uciekłabym, gdzie pieprz rośnie. W tym przypadku nie chodziłoby tylko o pieniądze, ale również o pewne wybrakowanie w sferze dojrzałości. Mało która trzydziestolatka szuka partnera, który będzie zachowywał się jak nastolatek. Nie ma niczego złego w pragnieniu stabilnego życia na dobrym poziomie. Oczywiście problem jest wtedy, kiedy oglądamy się na innych i to od nich oczekujemy, by nam to zapewnili. Miłość jest piekielnie ważna, ale nie można się nią zasłaniać. Trzeba kochać rozsądnie, ale przecież i z całego serca. No, ale niech każdy żyje jak chce. Nie bądźcie tylko źli na te biedne kobiety, które uciekły od mężczyzny, który oferował (tylko) bezkresną miłość.

Free Joomla! templates by AgeThemes