Nie każdemu możesz pomóc / Justyna Luszyńska

 

            Tak właśnie na mnie mówili – Matka Teresa. Patrzyli na mnie z politowaniem, podczas kiedy ja wypruwałam sobie żyły, pot spływał z czoła, włosy się do niego kleiły, a mięśnie bolały z przepracowania, bo próbowałam… im pomóc. I wyobraźcie sobie teraz takiego człowieka, który w jednej ręce trzyma szpachlę, w drugiej odkurzacz, jedną stopą głaska kota, drugą wystukuje na klawiaturze komputerowej ważną wiadomość, a w zębach trzyma kij od szczotki i próbuje zamiatać. Jakie wróżycie mu szanse na sukces? Cóż, znając życie szpachlowanie pójdzie kiepsko, odkurzy tylko mały kawałek podłogi, kot się wścieknie i podrapie, wiadomość nie będzie miała sensu, a szczotka z zębów wypadnie.  Tak, w pewnej chwili wyglądałam dokładnie tak, jak ten nieszczęsny człowiek.
            Opowiem na swoim przykładzie, bo siebie co nieco znam i wiem, jak czasem bezsensownie się zachowuję. Może „bezsensownie” to nieodpowiednie słowo. Przecież nie można powiedzieć, że próby pomocy innym ludziom jest bezsensowne. Wręcz przeciwnie! Ludziom należy pomagać, to nie powinno budzić żadnych wątpliwości. Jednak ja jestem tym typem człowieka, którego klepią po ramieniu i mówią, jak już wcześniej wspomniałam, że żadna ze mnie Matka Teresa lub Zbawiciel i nie ma szans, bym dała radę podźwignąć cierpienie całego świata. Wiecie, co robiłam, gdy tak na mnie patrzyli? „Ja nie dam rady? Ja?! To patrzcie!”. No i patrzyli. A ja na nowo – pot na czole, brudne włosy, kot stopą głaskany, a moja stopa cała podrapana, bo kotu wcale się takie głaskanie nie podoba.
            Odkryłam coś istotnego. Nie mam siły, by dźwigać cierpienie całego świata. Kiedy patrzę na to zdanie, mam wrażenie jakby darło się w niebogłosy, iż jestem za słaba. To jednak nie ma niczego wspólnego ze słabością. Są ludzie, którym po upadku należy pomóc. Nie trzeba wiele, czasem starczy podejść, dobrze złapać i pomóc im wstać na nogi. Ucieszą się, podziękują, może jeszcze wspomną gdzie ich po tym upadku boli. Są też inni, którzy jak się przewrócą, a ty podbiegniesz, gotowy na ratunek, spojrzą groźnie i oświadczą, że niczego od ciebie nie chcą. Wstaną samodzielnie, otrzepią spodnie, jeszcze raz rzucą ci nienawistne spojrzenie i odejdą. Są też tacy, co jak upadną, to muszą chwilę poleżeć, zanim będą gotowi wstać. Najlepiej trafić na pierwszy rodzaj – nie dość, że pozwala się wesprzeć, to jeszcze podziękuje. Dwójka i trójka wydają się niewdzięczne. Kiedy na nich natrafimy, możemy się oburzyć, albo wyprzeć fakt, że tego wsparcia nie potrzebują i dalej uparcie wciskać im pomocną dłoń, dopóki nie zrozumiemy, iż nie każdemu możemy pomóc.
            Jakby zaszła taka potrzeba i ktoś powiedziałby, iż to sprawa życia i śmierci, a on bardzo cierpi, lecz to może mu przynieść ulgę, to pewnie dałabym po sobie ciężarówce przejechać. Metaforycznie, oczywiście. Niestety, taka metaforyczna ciężarówka mnie przejechała nie tak dawno temu, a ja z zaciśniętymi zębami, cała w siniakach, z połamanymi kośćmi, podniosłam się i uśmiechałam przez łzy. Pytanie tylko czy to komukolwiek pomogło? Nie pomogło. I tutaj mamy czwarty typ, który po tym jak upadnie, a ty go podniesiesz, upada znów, abyś znów mógł go dźwigać. I nieważne czy powiesz mu, aby zawiązał sznurowadła, bo i tak tego nie zrobi. Ten typ potrzebuje upadku, abyś ty się pojawił i mógł go podnosić. On musi czuć, iż ktoś za nim stoi i podciągnie go do góry. Jest tak zajęty swoimi upadkami, że może zapomnieć o tym, że i ty masz prawo czasem upaść.
            Właśnie przez typ czwarty postanowiłam zaakceptować fakt, że pomoc jest dobra, lecz nie zawsze niezbędna. Nie znaczy to oczywiście, że nie pędzę pierwsza, kiedy coś się dzieje. Tego się chyba nigdy nie oduczę – nie odmówię, zapomnę o sobie, wysłucham i zrobię wszystko, by coś zaradzić. Uczę się jednak jak akceptować to, że moja pomoc nie zawsze jest potrzebna. Nie każdemu możemy pomóc. Nawet jeżeli wydaje nam się, iż mogłoby to być banalnie proste, szybkie i bezbolesne. Wcześniej zabierałam niektórym papierosa z ust, tłumacząc, że zabija, a następnie obserwowałam jak kolejny zostaje przez nich zapalony. Dopóki ludzie nie zechcą pomóc samym sobie, nie przyjmą pomocy od innych. A my po prostu musimy to zaakceptować i wypatrywać tych, którzy jej naprawdę pragną. 

Więcej moich prac, o tutaj: http://www.ajednak.eu

Free Joomla! templates by AgeThemes