Polska edukacja nie taka zła, jak ją kreują/ Katarzyna Fląt

         

  W internecie, gazetach i telewizji aż wrze od informacji, dotyczących polskiej edukacji. A to kwestia posyłania sześciolatków do szkoły a teraz pozostawiania ich jednak w przedszkolach. A to krzyże na ścianach i kwestia religii. Co chwilę słyszy się „coś”. Słyszymy też, że  „w Polsce edukacja jest na najniższym poziomie niż w innych krajach” albo „nasze dzieci nie są tak rozwinięte i kreatywne, jak w Europie”. Otóż nie! Nie zgodzę się z tym.

            Z Polską edukacją jest jak ze wszystkim innym, są dobre i złe jej strony. Może być bardzo zdolne dziecko, ale i nauczyciel, który tego talentu nie pociągnie. Może być mniej zdolne dziecko i wybitny nauczyciel, który będzie je ciągnął w górę. I uwierzcie mi, takich nauczycieli nie brak w naszych szkołach. Od kilku lat pracuję z dziećmi bardzo małymi i trochę starszymi i pośród tych kilku lat, tylko raz spotkałam się z nauczycielką, która najbardziej na świecie ceniła swój interes niż dzieci. A przecież od tego jesteśmy, żeby być przykładem dla nich. Oczywiście „my” powinniśmy zawsze stawiać siebie na pierwszym miejscu, ale skoro praca z dziećmi jest naszą pasją, to dla swoich pasji zazwyczaj robi się dużo więcej prawda?

            Skoro dla pasji robi się dużo więcej to dlaczego istnieje przekonanie, że „nauczyciele nic nie robią”? Może stąd bierze się ten cały schemat i przekonanie, że w Polsce edukacja „leży i kwiczy”. Może zamiast wymyślać kolejne reformy, co by zmienić w tych szkołach i edukacji, tak by spróbować je dofinansować w tablice interaktywne i inne sprzęty, z którymi nawet sześćdziesięcioletni nauczyciel sobie poradzi. Bez nich też da się uczyć, ale dlaczego ich nie posiadać, skoro można uczyć z wykorzystaniem gier i zabaw, które dzieci pochłoną w kilka sekund?

            No i najważniejszy punkt, dlaczego by się nie przejść po szkołach i popatrzeć, jak nauczyciele uczą?  Bo to, że szkoły nie stać na tablicę interaktywną nie oznacza, że system edukacji i nauczyciele, którzy tam uczą nie potrafią przekazać swojej wiedzy. Wystarczy zajrzeć czasami na lekcje, zobaczyć nową makietę miasta, a może dzieci napisały i stworzyły książkę? A może zamiast podręczników w ciągu tygodnia zapisują już drugi zeszyt?

            Myślę, że się ze mną zgodzicie, że nauczyciele mają szósty zmysł. Przecież ucząc te dzieci, wiemy czego im potrzeba. Zdajemy sobie sprawę, że dzieci lepsze z matematyki, trzeba motywować bardziej polonistycznie, żeby kiedyś „byków” nie popostawiały w imieniu i nazwisku, ale też wiemy, że trzeba ich matematyczny talent rozwijać. To nie jest tak, że polska edukacja jest najgorsza. Jest z nią trochę tak, jak ze służbą zdrowia. Idziemy do lekarza, po wizytach u którego widzimy efekty i czujemy się lepiej, któremu ufamy i wierzymy, bo przecież chodzi o nasze zdrowie.

            A do szkoły nie idziemy „bo musimy”, jak to tłumaczą błędnie rodzice dzieciom, tylko po to by rozwijać swoje pasje. Tylko my nauczyciele, mamy najtrudniejszą pośród innych zawodów rzecz do zrobienia: przekonać, że umiemy te talenty odnajdywać wśród dzieci i co chwilę udowadniać, że tak, jak uczymy jest dobrze, bo właśnie takich metod, potrzebują ci, z którymi spędzamy najwięcej godzin w tygodniu.

 

            Dlatego zanim krzykniecie, że Polska edukacja to dno a nauczyciele to „nieroby”, siądźcie najpierw z uczniami w szkolnej ławce. 

Free Joomla! templates by AgeThemes