Czy stajemy się anty-tech? / Karolina Polasik

Chciałbym nie odrabiać zadań domowych z internetem, tylko przesiadywać w bibliotece jak dawniej, to musiało mieć taki klimat... - powiedział kiedyś do mnie mój znajomy rozmarzonym głosem. Ja, jako zdeterminowana racjonalistka zapytałam go zatem: Bartek, czemu po prostu nie pójdziesz do tej biblioteki? Odpowiedział:

 

- Bo mi się nie chce. Z internetem jest lepiej i łatwiej.

Wpadliśmy w paradoks. I minie czas, zanim z niego wybrniemy. A jest nim swoista moda na anty-tech, na bycie przeciw technologii.

Ostatnio natknęłam się na pewien artykuł wypowiadający się bardzo pejoratywnie na temat inteligentnych telefonów komórkowych. Autor sam przyznał, że jest ich maniakiem, lecz nadal uparcie twierdził, że są okropne, złe i straszne, a ci, którzy nie mają z nimi kontaktu, to najszczęśliwsi ludzie na świecie.

Skoro autor pisał w popularnej gazecie, pochodził jeszcze z tego pokolenia, które nie dorastało ze smartfonem. I to takie pokolenia widzą "zagrożenie", jakie czycha nad teraźniejszością, i zarażają tą "wizją" młodsze. Przykładem może być Bartek marzący o bibliotece, do której w zasadzie nie chce chodzić.

Trudność we wzajemnym zrozumieniu się pokoleń zawsze istniała, lecz teraz przybrała ona formę przepaści. Gwałtowny rozwój technologii zmienił nasze życie diametralnie, a z tym i naszą młodość. A że w ludziach tkwi pewien rodzaj ksenofobii, budzący niechęć do wszystkiego, co nowe, na smartfonach i internecie nie zostawiono suchej nitki. Dorośli z przerażeniem patrzą na nasz – młodzieży - nowy, odmienny styl życia.

I kiedy oni się martwią, my bawimy się w najlepsze. I współczujemy tym, których technologia ominęła.

Kontaktujemy się na facebooku – tak. I życie towarzyskie wcale nie jest przez to martwe. Po prostu zmieniło miejsce zamieszkania. Facebook czyni komunikację dziecinnie łatwą – pozwala wysłać wiadomość każdemu. Ludzie nigdy przedtem tak łatwo się nie porozumiewali. A to, że facebook na nas zarabia – niech zarabia. Ja nie oddałam mu nigdy ani grosza, za to dostałam od niego bardzo wiele. Jeżeli ktoś robi pieniądze na ułatwianiu mi życia – nie mam nic przeciwko.

Przesiadujemy na telefonach, zamiast prowadzić rozmowę z ludźmi dookoła – tak. Ale na tych telefonach rozmawiamy z innymi ludźmi, z tymi, z którymi chcemy, a nie tymi, z którymi akurat dzielimy przestrzeń. A jeżeli nie prowadzimy akurat rozmowy, to robimy po prostu reczy ciekawsze niż konwersacja z nieinteresującymi nas osobami. Czytamy artykuły, oglądamy zdjęcia, korzystamy z ciekawych aplikacji. Gdybyśmy nie chcieli tego robić, to byśmy tego nie robili.

Nasze umysły są pełne informacji – tak. Ale information overload to mit. Nie jesteśmy przeładowani informacjami. To inni są, ci, którzy w ten rytm dopiero weszli, i nie mogą go załapać. My, wychowankowie Internetu, sami go nadajemy. Jesteśmy do niego przystosowani od dziecka, to jest nasze środowisko. Człowiek technologii to człowiek wielozadaniowy. Ma podzielną uwagę i błyskawicznie podejmuje decyzje, sortując informacje – wykazały to badania. Jesteśmy w stanie jednocześnie malować, oglądać film i pisać na facebooku. I dobrze nam z tym.

Nasz styl życia nie jest gorszy, jest po prostu inny. I niech ci, którzy go nie prowadzą, wreszcie to zaakceptują. Przyjęło się myślenie, że krytykując telefony jest się oryginalnym i krtycznie myślącym. Ale właśnie to podejście stało się głównym strumieniem.

Nie bójmy się poweidzieć głośno – kocham Internet i kocham mojego smartfona. Bo te rzeczy nam realnie pomagają, za to narzekanie na nieistniejący problem ani trochę.

Free Joomla! templates by AgeThemes