Selfie a wspomnienia / Agata Walkusz

Przeglądasz Instagrama. Co widzisz? Selfie z psiapsią, selfie a’la kaczka, selfie z koncertu, selfie z jedzeniem… Wchodzisz na Snapchata. Głupia mina #1, głupia mina #2, głupia mina #937. Wysyłane co minutę, jeśli nie mniej. Coś Cię tknęło, wychodzisz z domu. Oślepia Cię światło dzienne, już tak dawno przecież tu nie byłeś. A potem widzisz… Słodka para, całują się, przytulają, a „przy okazji” robią selfie.

Restauracja. Kilka osób je, reszta wysyła sobie wiadomości na Messengerze. Na placu zabaw prawie nikogo – dzieci pewnie siedzą w domach i grają na tabletach, podczas gdy ich dumni rodzice, wstawiają zdjęcia bawiących się pociech na Facebooka. Idziesz na koncert, którego nikt nie ogląda, chociaż wszystkie bilety wykupione. Bo przecież trzeba zrobić selfie, potem nagrać ulubioną piosenkę, włączyć latarkę w telefonie, bo era zapalniczek już minęła. Tak większości, i Tobie też, mija cały koncert. Jedziesz na wakacje. Zwiedzanie jest już tylko dodatkiem. „Przecież ile zdjęć można zrobić! Ile like’ów dostanę!” – myślisz.

Każdemu z nas życie i jego najpiękniejsze chwile upływają na robieniu zdjęć. Na utrwalaniu wspomnień, których tak naprawdę nie mamy. Bo jedyne, co się wtedy liczyło, to zrobienie idealnego selfie.

Może pewnego dnia, za paręnaście lat albo i więcej. Twoje dziecko, Twój wnuk, krewny, syn znajomej, zapyta Cię, co robiłeś w jego wieku. Zastanowisz się i powiesz: „Nic… Zdjęcia. Tworzyłem fałszywe wspomnienia.”

Free Joomla! templates by AgeThemes