Poznać prawdę - warto? / Magdalena Łagosz

O Holokauście wiem trochę. Przeczytałam o nim kilkanaście książek, oglądnęłam drugie tyle filmów dokumentalnych i miałam okazję posłuchać ludzi, którym udało się przechytrzyć śmierć.

To nie jest łatwa tematyka. Pogłębiając swoją wiedzę w tym kierunku, sporo ryzykujesz. Na początku nie mogłam uwierzyć, potem nie mogłam się pogodzić, a teraz…

 

Czasami do mojej szkoły przychodzą ludzie, którzy starają się nam (uczniom) opowiedzieć o Eksterminacji Narodu Żydowskiego, jaka miała miejsce podczas II Wojny Światowej. Ich historie, tłumaczenia często nie docierają do moich kolegów i koleżanek. Jedni się śmieją, drudzy ziewają, jeszcze inni rozmawiają o swoich sprawach. Czemu oni się tym nie przejmują? Czemu nad tym nie rozmyślają? Czemu jest to im tak obojętne?

Odpowiedź jest prosta. Na pierwszy rzut oka, człowiekowi wydaje się, że go to nie dotyczy. Parę lat temu też tak myślałam: Co ja mam wspólnego z tysiącami zamordowanych Żydów? Prawda jest jednak zupełnie inna.

Żyd, osoba żydowskiego pochodzenia to człowiek, jak każdy inny. Równie dobrze Hitler mógł zadecydować, że rozkaże wymordować wszystkich mieszkańców danego terenu lub wyznawców danej religii. Gdyby zdecydował się to zrobić, mógłbyś teraz nie żyć.

Mówię do ludzi: Nie śmiej się, nie ma z czego. Nie krzyczę. To wywołałoby jeszcze większe zdezorientowanie i szok. Mówiąc o Holokauście, trzeba być cichym jak on, aby wszystko miało swoje miejsce. To też wyraz szacunku wobec jego ofiar, które często nie wiedziały, np. jadąc pociągiem, że za chwilę zginą od Cyklonu B w komorach gazowych.

W tym temacie nic nie jest pewne. Kiedy czytam o tym książki, czuję się jak jeden z Żydów. „Powiedzieli, że przewożą nas do lepszego miejsca, ale sąsiad mówi, że chcą się nas pozbyć. Skąd to wie? Jego krewni nie przesłali mu listu, a obiecali.”- tak mogła wyglądać przykładowa, pełna niewiadomych myśl.

Szukanie prawdy odcisnęło na mnie piętno. Oglądając filmy wojenne, dokumentalne, akcji nie czuję nic, widząc, jak ktoś ginie. Mogę patrzeć na krew, wylewające się wnętrzności i nie brzydzi mnie to. Przesunęłam granicę jakiejś psychicznej wytrzymałości. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

Ta nieczułość zaczęła mnie zastanawiać po mojej wizycie w KL Auschwitz i KL Auschwitz Birkenau. Pamiętam, że przed wyjściem z domu, mama pytała się mnie, czy na pewno chcę tam pojechać, czy to nie za wcześnie. Bała się, że nie będę mogła znieść widoku miejsca, w którym zginęło tyle ludzi.

A ja wchodząc na teren byłego obozu śmierci nie czułam nic. Znaczy się, pamiętałam o tych wszystkich ludziach, którzy tam zginęli i swym milczeniem oddawałam im hołd, lecz płacz, zdruzgotanie, lęk nie pojawiły się.

Do Auschwitz pojechałam z tatą, który współpracuje z tamtejszymi konserwatorami zabytków. Przywieźliśmy ze sobą trzy tysiące stron jakichś raportów. Potem, jak to wszystko zostało przekazane tam, gdzie trzeba, razem z ojcem poszłam zobaczyć obóz.

Było strasznie gorąco, koniec sierpnia. Większość ludzi z naszej grupy miało na sobie krótkie spodenki i koszulki na ramiączkach. Dobra, upał, ale jesteście na terenie Auschwitz. Na cmentarzu. Czy idąc na rodzinny grób też tak się ubieracie? Oni – więźniowie chodzili dzień w dzień, w tych samych pasiakach, a wy przez pięć godzin nie możecie mieć na sobie eleganckiego ubrania.

Po co?”- pytają się moi znajomi - „Po co ty o tym mówisz i piszesz?”

Nie chcę, abyście się stali tacy jak ja – wyniszczeni. Nie po to. Ja chcę tylko, żebyście pamiętali, aby to nigdy więcej się nie powtórzyło.

Free Joomla! templates by AgeThemes