Netykieta #1 / Ksawery Tyzo

Lajki na Facebooku

Polajkowanie własnego posta na facebookowej tablicy to duży nietakt. Zdarza się go popełnić nowicjuszom i użytkownikom o niesfornych palcach, aczkolwiek są znane mi jednostki wychodzące poza ten schemat.

W akcie desperacji i załamania się małą ilością polubień potrafimy zrobić wiele. Wyobraźmy sobie sytuację, w której wygłaszamy swoje dosyć kontrowersyjne i oparte na marnych, niemerytorycznych inforgrafikach, racje w nadziei na liczne „potaknięcia”, przyzwolenia w postaci lajków. A tu co? Cisza. Nie słychać charakterystycznego, upragnionego „plum” towarzyszącego informacji, że ktoś nas lubi. Zmuszeni do ratowania swojego ego, by nie pomyślano, że jesteśmy z naszą racją jak pustelnik na opustoszałej wyspie z płytą przygód Beara Gryllsa, ale bez odtwarzacza DVD, robimy z siebie liczbę i dodajemy jedną żałosną, zaciśniętą pięść z kciukiem w górę do szeregu innych, jeszcze żałośniejszych.

 

Bieg przez płotki od jednego okienka czatu do drugiego, przepełnionego prośbami o polubienia to również specyfik tej sytuacji. Musimy wówczas dokonać starannej selekcji osób, do której wysyłamy naszą wiadomość. Jako ofiarę wybieramy zwykle grzeczną, cichą, nieposiadającą wyraźnych poglądów personę z dalszego otoczenia, której głupio będzie odmówić. To co o nas pomyśli, jest w tym momencie mniej ważne. W końcu przyświeca nam wyższy cel.

 

Ostatni przypadek, jest smutny, przykry i mam nadzieję, najmniej popularny. Narcystyczny, hedonistyczny rytuał, zatwardziałego, mentalnego dziadka, który zinternalizował „właściwe” poglądy już wieki temu. Nawet jeśli nie ma racji, to ma rację. I da lajka pod swoim postem. I nie obchodzą go (jakieś tam) "masy". 

 

PS: Według mnie, Prawda pojawiła się wraz z emocją i jest najpiękniejszym kłamstwem, z którym się spotkałem. Mogę nazwać ją pierwszym mitem, pierwszym bóstwem. Nie jest materią, a wierzą w nią wszyscy. Bywała drogowskazem dla błądzących, którzy później okazywali się filarami idei, demokracji, wolności. Można spróbować stworzyć ją w warunkach laboratoryjnych, w których tłamsić się będzie wszelkie punkty odniesienia, wszelkie wersje, racje, opinie... ale byłby to duży błąd. W imię prawdy "poszarzylibyśmy" jej dom. Wypompowalibyśmy z jej otoczenia tlen. I życie. I prawdę. Mimo to uważam, że w przypadku "polityki", bo do tego nawiązałem, lepiej kierować się nie tylko sercem, jakością show, które prezentuje dany kandydat na publiczne stanowisko, ale też mierzalnymi danymi oraz aparaturą sprowadzającą nas na ziemię, mózgiem.

Free Joomla! templates by AgeThemes