Myślenie, czyli męcząca rzeczywistość / Agata Walkusz

Po długim dniu wchodzisz zmęczony do łóżka. „Wreszcie”, myślisz z ulgą. Otulasz się cieplutką kołderką, kładziesz głowę na przyjemnie chłodnej poduszce. Leżysz, leżysz i… nie możesz zasnąć. Już doliczyłeś do stu, dwa razy przeliczyłeś owce, przeskakujące płotek, robisz, co w Twojej mocy, żeby odgonić nurtujące myśli. Mimo to, błogosławiony sen nie chce zaszczycić Cię swoją obecnością.

A w Twojej głowie ciągle na nowo, jak film, wyświetlają się najbardziej żenujące sceny Twojego życia, od których już boli Cię głowa. Te filmy, gdyby tylko zostały nagrane nie tylko w Twoim umyśle, z pewnością biłyby rekordy polubieni na Youtubie. Byłyby hitem, bo przecież to takie śmieszne. A Ty dalej nie możesz zasnąć.

W ciągu dnia myślenie jest dla nas czymś normalnym, wręcz pożądanym. Już przecież Kubuś Puchatek wpajał nam „Myśl, myśl, myśl”. Chcemy myśleć kreatywnie, szybko, globalnie, szczegółowo, właściwie to o wszystkim. Dlaczego więc, gdy leżymy w łóżku tak to nam przeszkadza?

Po pierwsze, chcemy się wyspać. Wiemy, że musimy mieć energię, aby myśleć rano, a nie wieczorem. Wymagają tego w szkole, pracy, u lekarza i na ulicy. Ale nie w nocy! Wtedy powinniśmy zbierać siły, żeby podołać sprintowi przez następny dzień.

Po drugie, i chyba ważniejsze, wstydzimy się siebie i swojego życia. Boimy się, że ktoś jeszcze pamięta tamtą wstydliwą sytuację, że ją przytoczy, że przez tą jedną małą sytuację nasz dom, bezpieczna ostoja spokoju umysłu runie jak po trzęsieniu ziemi.

Dlatego, zamiast spać, tak często siedzimy i myślimy, a potem, rano, staramy się zamaskować cienie pod oczami, żeby nikt nie pomyślał, że możemy mieć jakikolwiek problem w naszym na pozór idealnym życiu. Każdy tak samo pozuje, każdy tak samo się stara, jakby inni nie mieli kłód pod nogami.

Agata Walkusz

Free Joomla! templates by AgeThemes