O nieumiejętności chodzenia/ Katarzyna Fląt

 

              Chodzenie- wydaje się, że umiejętność tę nabywamy w dzieciństwie, ale niektórzy mimo jej nabycia, mają problem z jej wykorzystywaniem. Coraz częściej wychodząc na ulicę, zaczynam bać się jednej rzeczy „Kto dziś mnie zdepcze?”.

            Niestety, ale nie ma dnia, kiedy idąc chodnikiem nie natknę się na różne osobowości uniemożliwiające mi swobodne przejście dalej. Być może komuś się nie spieszy, ale czy nie może wtedy zejść bardziej na prawą stronę, żeby ulepszyć drogę tym żyjącym w pośpiechu?

            Chociaż to i tak jest nic w porównywaniu z tymi, którzy idą z przeciwnej strony niczym samochód na czołówkę. Raz widząc takiego zawodnika, postanowiłam nie schodzić z drogi i spróbować się z nim zmierzyć. Skończyło się to tak, że oboje „otarliśmy się” o siebie dość mocno ramionami i żadne z nas nie powiedziało przepraszam. Ale moi mili czy mam przepraszać za to, że chcę najzwyczajniej w świecie iść wyznaczoną mi do tego stroną?

            Warto wspomnieć jeszcze o trzecim rodzaju pieszych, tych którzy idą właściwą stroną, ale uwaga….. nagle nie wiadomo jak, kiedy, dlaczego tak po prostu STAJĄ. A ja pędząc, bo za chwilę ucieknie mi tramwaj zderzam się z tą osobą, jak ścianą. Czy to moja wina, że się spieszę? Każdy się gdzieś spieszy (z wyjątkiem tych wspomnianych pierwszych). Czy to źle, że wchodząc na chodnik chciałabym aby każdy szanował przestrzeń i stosował się do przyjętych zasad?

            Rozejrzyjmy się wokół siebie, zobaczmy czy nie jesteśmy jednymi z tych, którzy momentami utrudniają innym przejście. Tak jak kierowcy denerwują się na rowerzystów, tak jak rowerzyści denerwują się na chodzących po ścieżkach rowerowych pieszych, tak ja denerwuję się jako piesza na innych pieszych. Koniec i kropka. 

Free Joomla! templates by AgeThemes