Paradoks wiosny / Marysia Prochownik

 Nadeszła wiosna. Przyroda burzy się namiętną mocą tworzenia, ludzie wyłaniają się spod pierzyn zimowej apatii i coraz więcej na naszym Bożym świecie widać szczęścia, radości, miłości.

   
Mimowolnie ulegamy myśli, że właśnie teraz, wśród rozkwitu roślin, uczuć i emocji rozpoczyna się tak naprawdę nowy rok. Jakaś niezależna od nas, potężna siła wzbudza na zmizerniałych po zimie twarzach uśmiech, zapala w ciut rozespanych oczach iskierki, daje wielką dawkę optymizmu, szczęścia i nowej nadziei. I równocześnie, zupełnie nie proszona zaczyna się w nas rozwijać wiara w to, że teraz, to po prostu musi się coś stać! Musi przyjść coś niewymownie wspaniałego, nieziemskiego, cudownego, musimy spotkać miłość swojego życia, musi przyjść sukces w pracy, nasze życie musi się odwrócić do góry nogami, z tym oczywiście dodatkiem, że nogi mają być od teraz tą szczęśliwszą częścią korpusu i do szczęścia nieomylnie prowadzić.

       Wstajemy rano, słońce przegląda się nam w oczach, patrzymy w niebo, zachwycamy maleńkimi, drobniutkimi, bezbronnymi pączkami pierwszych nowalijek. Zaczynamy żyć w rodzaju pozytywnego transu.  Szczęście otacza nas z wszech stron: jesteśmy szczęśliwi, widzimy szczęście innych i nade wszystko, mamy wewnętrzne przekonanie, że już niedługo wskazówki naszego szczęściografu zaczną wariować, bo zdarzyć się musi to coś. Codziennie zachwycamy się kiełkującymi kwiatami, dającymi popisowe koncerty ptakami, tańczącym z mlecznymi obłokami słońcem i zupełnie niepostrzeżenie wpadamy w samozachwyt. Gdzieś w zakamarkach naszego umysłu rodzi się przekonanie, że dostrzegamy, doznajemy i czujemy już wszystko, że stajemy się prawdziwymi  filozofami, myślicielami, że uleciał z nas materializm, konsumpcjonizm i zaczęliśmy wreszcie przywiązywać wagę do rzeczy pozaekonomicznych, że żyjemy teraz wartościami iście wyższymi. Jednak bardzo często, wśród nawału zachwytu nad stworzeniem wcale nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ta myśl rozwija się gdzieś daleko w naszej głowie zupełnie niezauważalna dla naszej świadomości. Wówczas to ma miejsce rzecz niesłychanie komiczna; my - istoty tak altruistyczne, oddające się bez reszty sprawom wyższym, uśmiechając się w biegu między obiadem, a lunchem nie dostrzegamy radości drugiego człowieka, rozmawiamy z nim, a jednak sercem jesteśmy gdzieś daleko; wśród delikatnie zielonej trawy, muskanego błękitem nieba horyzontu, tańczących z blaskiem słońca barw kwiatów. I mijamy się, mimo że paradoksalnie jesteśmy tak blisko siebie, tak blisko szczęścia, tak blisko prawdy o spełnieniu w życiu...
     Dla mnie z nadejściem wiosny zawsze dużo się zmieniało. Rodzice od małego uczyli mnie, że wiosenne porządki muszą być. I nie rozpatrywałam tego nigdy bynajmniej jedynie w sensie dosłownym. Uprzątnę nagromadzone po zimie resztki suchej trawy w ogrodzie, wytrę kurz zalegający na szafkach, ułożę zburzone budowle z książek na regałach w bibliotece, jednak wciąż nie poczułabym wiosny, gdyby nie stało się coś jeszcze. Trzeba uporządkować to coś w sobie, trzeba na nowo naładować akumulatorki wiary w siebie i innych, zaufania, życiowego optymizmu i przede wszystkim pozbyć się zalegających uprzedzeń, po prostu zacząć od nowa, jak zwykle. Nasze życie całe składa się przecież z różnych cykli, w których niektóre rzeczy powtarzamy, tak na wiosnę: zaczynamy się znowu uśmiechać, wierzymy znowu w Zmartwychwstanie Chrystusa i znowu szukamy szczęścia. To taki niezwykle szczególny, wspaniały czas, który jednak tak często jakoś przepływa ludziom przez palce, umyka im. Umyka, bo brakuje w nim... człowieka...  Znowu człowieka...
    W pogoni za tym, co wspaniałe, wielkie i nowe; gubimy to, co może jest małe, codzienne, ale o ileż ważniejsze.
    Przechodząc kilka dni temu przez salon przypadkiem usłyszałam ciekawą wymianę zdań między uroczą czterolatką, a poważnym, dorosłym mężczyzną:
- Po co takiemu dziecku jak ty wielka, ruda , brudna wiewiórka z oderwanym uchem?
- Jak to po co?! - Oburzyła się. - Do kochania.
To małe dziecko potrafiło kochać  nie za wygląd, nie za to, ile może od maskotki otrzymać; potrafiło kochać, bo wybrudzona wiewiórka po prostu była przy nim.
My również bardzo często, szukając szczęścia i miłości gdzieś daleko, jakoś pozwalamy umknąć temu, co jest najbliżej; w oczach, ramionach i myślach tych, którzy są przy nas już od tak dawna. Ich obecność zbyt nam spowszedniała, a my przecież chcemy czegoś nowego, świeżego i może niezauważenie zaczynamy traktować ludzi, dla których jesteśmy całym światem, jak kolejne, nic nieznaczące elementy życiowej układanki. Zupełnie niepostrzeżenie gasimy iskierki w oczach naszych najbliższych, którzy z tak radosnym entuzjazmem chcą pokazać jak bardzo nas kochają lub może po prostu chcą zamienić z nami kilka słów, o czymś nam powiedzieć, pochwalić nas bądź siebie, usłyszeć ten ukochany głos, dowiedzieć się, co nas martwi, trapi. Chcą mimo wszystko uwierzyć w zwykłą, prostą, a może właśnie cudowną miłość między ludźmi.
Bo jej nie da się dostrzec w blasku namiętnie czerwonej szminki, w smukłości wysokich szpilek; ona skrywa się tak naprawdę jedynie w głębi serca, ujawniając czasem w delikatnym uśmiechu, w pełnym miłości spojrzeniu, w drobnym geście, czułym dotyku. Trzeba umieć dostrzec ją w pachnącej jajecznicy, w gorącej kawie, w upranej koszuli, w zmęczonej po całym dniu pracy twarzy. Inaczej cud wiosny raz jeszcze pozostawi bezowocną naszą nadzieję na przemianę życia.
    Wiosna mogłaby trwać nawet wiecznie, a my i tak nie odnaleźlibyśmy w sobie najmniejszego pierwiastka szczęścia, gdybyśmy nie nauczyli się szukać go w drugim człowieku. Samochód, dom, praca mogą do miana szczęścia predysponować, jednak nigdy nie przyniosą go w pełni, bo nasze serce to nie kupa złomu, którą ogrzeje trochę ognia z pseudoopalarki. Ono jest żywe, prawdziwe; potrzebuje więc nieprzekłamanej miłości, która będzie potrafiła poświęcić część swojego życia, by z częścią Twojego utworzyć prawdziwe szczęście...
    Na wiosnę nie można tak po prostu usiąść przed domem i czekać, aż nasze marzenia spadną nam z nieba zapakowane pięknie w białą kokardkę z przywiązaną instrukcją obsługi. Musimy potrafić pochwycić je i pozwolić, by uniosły nas jak balonik ponad nasze przyzwyczajenia, stereotypy i szablonowe myślenie. Nie możemy ślepo wierzyć, że coś stanie się samo; musimy zacząć działać i uszczęśliwiać samych siebie, a wiosna, gdy mamy w sobie najwięcej wewnętrznej siły, jest na to idealnym czasem.

Free Joomla! templates by AgeThemes