Dlaczego nie czytamy? / Agata Walkusz

Pytanie powszechne ze względu na ostatnie, bardzo niepokojące, badania czytelnictwa w Polsce. Dlaczego tak mały odsetek naszych rodaków sięga po książkę? A dlaczego miałaby to zrobić?! W końcu jest Internet, są słodkie kotki, „pieseły”, memy, emotikony. Prosta, ilustrowana rzeczywistość, w której nie trzeba nadmiernie wysilać mózgu myśleniem po ciężkiej pracy. Wyobraźcie sobie taką sytuację: przeciętny pracownik, nazwijmy go Jan, był obecny przy budowie nowego centrum handlowego. Jego szef żyje w błogiej nieświadomości i uważa, że Jan,  a także każdy inny pracownik, zatrudniony w jego firmie, pracuje aż niemal pada z wycieńczenia. Jednakże Jan tylko stoi, patrząc na budowę, i rozmawia z kolegami o tym, jak to się bardzo napracował, przenosząc jedną cegłę, gdy szef przechodził obok. Potem Jan wraca do swojego niewielkiego mieszkanka na przedmieściach, zmęczony rozmowami i pada na kanapę. Wyciąga laptopa i zaczyna żyć w „rzeczywistości”. Wchodzi na Facebooka i dopiero wtedy jest w domu. Rzuca emotikonami i naklejkami na wszystkie strony, „lajkuje” zdjęcia, ogląda obrazki i nie czyta, bo po co? Przecież do tego trzeba myśleć, a że czytanie rozwija i że jest to czynność dużo bardziej fascynująca od oglądania kolejnego sezonu „Gry o tron”. Jan zapewne nawet nie wie, że serial powstał na podstawie książek. A nawet jeśli to tylko dlatego, że widział memy z Georgem Martinem w roli głównej.

Załóżmy, że Jan ma dziecko. Małą córeczkę, Hanię. Hania jest od małego otoczona obrazkami, a słów i liter nie widzi w domu. W szkole ciężko jej idzie, nie uczy się, nie chce czytać lektur, ani pisać opowiadań. Ma zły kontakt z rówieśnikami. Dorasta, ledwo zdaje maturę z polskiego, bo przez całe życie nie dotknęła ani jednej książki. Pracuje na kasie w jakiś hipermarkecie, bo nie ma umiejętności, aby przyjęli ją gdzie indziej. Dlaczego? To na pewno przez globalne ocieplenie i złą dietę.

Hania, tak jak ojciec, żyje w wirtualnej rzeczywistości. Ciągle nie wyprowadziła się od rodziców, bo woli wydawać oszczędności na ciuchy, aby wyglądać jak gwiazdy. Ma Snapchata, konto na Facebooku, Twitterze, Instagramie i Bóg wie, czym jeszcze. Wrzuca dużo „sweetfoci” i żebrze o „lajki”. Pisze tylko z użyciem emotikon.

Tak, to chyba dlatego nie czytamy. W końcu wyobraźcie sobie taką otoczoną obrazami Hanię, która sięga po książkę. Czy jest to w ogóle jeszcze możliwe? Jest, owszem. Jeśli są w niej obrazki… 

Agata Walkusz

Free Joomla! templates by AgeThemes