Podsumowania / Maria Prochownik

Zakończył się kolejny rok… Jesteśmy wszyscy o rok starsi… o rok mądrzejsi… słowem o rok bogatsi. Co więc chciałoby się powiedzieć teraz, na progu 2017 roku?

Może najpierw dziękuję… Tak, zdecydowanie z tym słowem na ustach kończę rok.

Dziękuję za wiarę, że można, jeśli tylko się chce
za najwspanialszą przyjaźń, o którą warto walczyć
za spełnione marzenia – nawet te, o których nie śmiałem śnić
i za tych, którzy byli pewni, gdy ja nie śmiałam śnić.

Dziękuję za miłość, bo to ona sprawiała i wciąż sprawia, że znajduję w sobie siłę, by być szczęśliwym, by uszczęśliwiać innych – by po prostu być, nie mieć.

Dziękuję za te wyciągnięte ręce, gdy nie miałam siły wstać
za wiarę we mnie, gdy ja nie miałam już siły
za porażki, które chroniły przed pychą
za to co małe, bo najpiękniejsze.

Czym mogę podziękować, skoro nic na tym świecie nie mam na własność? Wszystko dostałem, a przecież prezentów się nie oddaje… Więc może taką czystą łzą. Cichą i niepotrzebującą wokół siebie hałasu – taką szczęśliwą, pełną wdzięczności, której nie umiem wyrazić.

Może jeszcze coś powinienem teraz powiedzieć… Tak prosto z serca, tak naprawdę szczerze:

Przepraszam, że tak bardzo się spieszyłem, że nie zauważyłem człowieka
że tak bardzo chciałem, że zapominałem, co powinienem
że kochałem po łebkach, bez szczerości
że nie patrzyłem w oczy, bo zbyt wiele można by dostrzec

Przepraszam za brak wrażliwości, bo tylu ludzi jeszcze potrzebuje pomocy, a ja siedzę i piszę.

Przepraszam, że nie potrafiłem dać z siebie więcej
że nieraz czekałem na dziękuję
że myślałem o swoich małych rozterkach, gdy komuś walił się świat.

Przepraszam łzą, ale inną… pełną goryczy i bólu, skrywaną, cichą łzą.

To wszystko na ten rok. O nic nie proszę, bo nie zasłużyłem.

Tylko niech mi świat nie zabiera Miłości. Tak bardzo potrzebuję wiedzieć, że jest ktoś, kto nawet jeśli daleko – jest blisko. Potrzebuję czuć, że ktoś patrzy czule, myśli najpiękniej i widzi więcej.

 

Ja człowiek roku 2017.