Biel

*Jest to kontynuacja opowiadania pt. Czerń, które można znaleźć TU*

    

     Biel staje się coraz jaśniejsza.


     Odkąd jakiś czas temu poczułem okropny ból gdzieś, gdzie chyba powinny znajdować się moje plecy, czarna zasłona spowijająca od wypadku mój umysł powoli się rozmywa. Był to pierwszy bodziec od dłuższego czasu, który zdołał się przez nią przedrzeć. Nie przeczę, że wolałbym coś innego niż palące kłucie, ale będąc w mojej sytuacji chyba nie mogę zbytnio narzekać.


     Teraz nie pozostało mi nic prócz oczekiwania, aż biel, to dziwne światło, całkowicie wypełni moje pole widzenia, na dobre pozbywając się tej mrocznej klatki wokół mej świadomości. Daje mi to nadzieję - jedyną rzecz, która pozwala mi nie zwariować.


     Pamiętam, jak czekałem na moją osiemnastkę. Wydawało mi się to takie super, zupełnie, jakby wraz z tym miało się zmienić całe moje życie. Gdy wreszcie nadszedł ten dzień, razem z Jasonem, moim starszym bratem, i Alexem upiliśmy się w ogródku. Nie wiem, co stało się potem. Jason jeszcze przez długi czas wypominał mi, jak podobno, pochłonąwszy uprzednio taką ilość trunku, że spiłaby słonia, tańczyliśmy z moim kumplem walca. I później Kayla dziwiła się, że zapowiedziałem jej, iż następnym razem dam się wyciągnąć na parkiet na łożu śmierci.


     Pamiętam jeszcze, że przez następny tydzień byłem chory i jedyną rzeczą, jaką robiłem, było jęczenie w łóżku i zwracanie tego, co wcześniej zjadłem. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że, zgodnie z proroczymi słowami Jasona, nic się nie zmieniło.


      Teraz jednak będzie inaczej, jestem tego pewien. Wiem, że moje życie się zmieni, co jest rzeczą oczywistą bacząc na to, że przez ponad pięć lat byłem z niego niemal całkowicie wyłączony. Nie wiem, co mnie spotka. Jakaś część mnie pragnie przeciągać ten moment bez końca, lękając się tego, co ujrzę, gdy się obudzę. 'Teraz jest dobrze' podszeptuje zdradziecka intuicja sowicie zakrapiana strachem. 'Nie masz żadnych problemów. Wrócisz do świata żywych i co? Nie masz już przyjaciół. Dziewczyna cię rzuciła. Jesteś niczym, cieniem przeszłości. Poddaj się. Tak będzie lepiej dla ciebie i dla wszystkich pozostałych. Po co ciągnąć tę walkę, skoro już na wstępie wiesz, ze przegrałeś?'. Staram się nie dopuszczać jej do głosu, lecz bezskutecznie, zapewne dlatego, że podświadomie jej wierzę. Oszukuję sam siebie, mój legendarny wprost optymizm sprzed śpiączki gdzieś zniknął, a ja bezowocnie próbuję go odnaleźć w gdzieś w zapomnianych rewirach mojej świadomości.

      Walter, weź się w garść!

      Biel staje się coraz jaśniejsza.   


 

<a rel="license" href="/http://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/4.0/"><img alt="Licencja Creative Commons" style="border-width:0" src="/https://i.creativecommons.org/l/by-nc-sa/4.0/88x31.png" /></a><br />Ten utwór jest dostępny na <a rel="license" href="/http://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/4.0/">licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe</a>.