Chłopczyk / Agata Walkusz

W niewielkim miasteczku, nie więcej niż trzydzieści kilometrów od stolicy, żyje sobie mały chłopczyk. Nie jest on miły i kulturalny. Nie jest rozmowny. Przestraszone i nieśmiałe dziecko – oto, kim jest. Jest sobą.

Kędzierzawe, brązowe loki spływają mu na twarz – nigdy nie chcą się ułożyć i zawsze przeszkadzają mu w zabawie. Ale nie takiej, jak możecie pomyśleć. On nie bawi się klockami, autkami czy nawet lalkami. On rysuje. Nigdy nie widzieliście tak pięknych rysunków i nigdy nie zobaczycie, gdyż dzieła naszego bohatera spoczywały zakopane głęboko pod ziemią już zaraz po stworzeniu. Chociaż taki mały, żył po swojemu – on też rzadko widywał światło dzienne. Rysował nocą – wtedy nikt mu nie przeszkadzał. Spał za to za dnia.

Nie miał obowiązków, jego jedynym zadaniem było istnienie. Istniał. Robił wszystko, co mógł, żeby istnieć, ale tylko dla siebie. Nigdy nie zaistniał dla innych. Nikt nie widział jego rysunków, nikt nie zamieniał z nim więcej niż kilka słów. Nikt nie istniał dla niego. Przez to teraz on już nie istnieje. Może żyje gdzieś, w jakimś pokrytym mchem domu w lesie, w otoczeniu swoich rysunków zakopanych pod ziemią. Ale nie istnieje. Gdzie jest różnica, pytacie? Jest.

Można żyć i nie być zauważonym, czyli nie istnieć dla innych. Jak chłopczyk. On istniał tylko dla siebie. Nie chciał nikogo i nikt nie chciał go. Nie potrzebował nikogo, dla kogo musiałby istnieć. I przez to przestał istnieć. Ale żył.

Są też ludzie, którzy nie żyją, ale istnieją. Bo oni są w sercach ludzi, oni wciąż istnieją dla innych. A póki istniejemy dla kogoś, póki jest ktoś, komu jesteśmy potrzebni, do jego istnienia, wtedy sami istniejemy. Bez tego nie ma nic.

 

Jeśli spotkacie kiedyś chłopczyka, nie zwrócicie na niego uwagi. Ot, kolejny smutny obiekt na tym okrutnym świecie. Nie zastanowicie się, czy miał rodzinę, dlaczego ciągle płacze rysując. Nie martwcie się. Dla niego też nie istniejecie.